Oh no, he thinks I'm just a Mary Sue...

Oh no, he thinks I'm just a Mary Sue...
Jaka szkoda...

niedziela, 3 października 2010

Płonące gałki oczne, czyli Martin GOREje.


Po długim okresie nieobecności wraca straszliwy Złowieszczy Duet Lux i Iss.
Blogasek sam wpadł nam w ręce, kiedy jak przystało na obłąkańcze fanki talentu szukałyśmy Archangel. Oto panna Kaleid i jej pamiętnik…
Rozważałyśmy z Iss danie w analizie samych cytatów – gdyż jak zobaczycie, tekst broni się sam, żadne komentarze mu niepotrzebne…

Powiemy szczerze, że kiedy zobaczyłyśmy ile szczerości tkwi w słowach autorki, miałyśmy ochotę nie analizować blogaska z uwagi na delikatną psychikę ałtorki i z pewnością ego wrażliwe na ciosy w kierunku Depeche Mode.
Ale potem ujrzałyśmy komentarze pod pierwszym postem i zmieniłyśmy zdanie.
Indżoj!
Oto blogasek:

Młodą pojebało. Chociaż... pojebało to zbyt lekkie słowo, biorąc pod uwagę to, czego dotyczy... Zastrzelenie płodu? Próby samobójcze? Jakieś udziwnienia z psychotropami? Nosz kurwa. Boję się co dalej - w jej życiu jest zbyt wiele podobnych momentów co w moim... Mam tylko nadzieję, że nie skończy się tak samo źle. 
Ja też tak pisałam. Ale jak miałam trzynaście lat, wiesz, Iss?
Ty się rozwinęłaś. Ałtorka się zwinęła.

Nie mam do niej pretensji o Gahana. Widzę, co jest między nimi. Niesamowite - na ich przykladzie mogę pokazać światu, że moja wiara w miłosć nie jest bezpodstawna. Popieram ich związek. Oby byli szczęśliwi. 
A bez twojego poparcia ich związek by się rozpadł? Wielka jest moc Marysi…
Szanuj Marysię Zuzannę swoją…

Dzisiejszy dzień był dziwny. Współczuję Martinowi... Wylałam na niego kubek gorącej kawy i jeszcze mu się za to ode mnie oberwało. Może to wina tego, że mam okres... W prawdzie końcówkę, no ale... Zawsze to jakies usprawiedliwienie, prawda? 
Prawda. A psycholog kiedy?
Na psychologa jest tu już za późno – psychiatra chyba też już nie pomoże. Właśnie ze względu na takie przypadki jestem zwolenniczką eutanazji.

Swoją drogą. Nie tylko Młodą pojebało (nie usłyszałam jeszcze od niej ani jednej odpyskówki, mimo, że darłam się na nią pół dnia), ale pojebało też pół świata. Konrado mnie rzucił dla młodszej- a niech spierdala, znajomi olali "bo myśleli, że nie będzie mi się chciało z nimi wyjść",
A se morena morena morena I give you my love *zanuciła Lux na widok egzotycznego Konrado*
Iss, zauważyłaś, że omijam psychologiczny aspekt radzenia sobie z porzuceniem przez ałtorkę?
To tu jest jakiś psychologiczny aspekt? Chryste, w obliczu przytłaczającego bezmóżdża bohaterko-ałtorki zupełnie go przegapiłam.

a rodzice się do mnie nie odzywają za to, że spaliłam świadectwo szkolne, bo miało czerwony pasek... Gdzie tu sens, gdzie logika?
O Boże! Takiej Mary Sue jeszcze nie było! Zadaje sobie właściwe pytania! Oto pierwsza w historii Mary Sue intelektualistka!
Jeszcze tylko Nobel i praca w CERNie. Chyba, że to Marysia Chómanistka.

Fakt - z tym ostatnim przesadziłam... Mogłam go tylko wyjebać, ale musiałam odreagować.
?
Świadectwo szkolne to "ono", a nie "on", droga ałtorko.
Ona chyba mówi o Konrado, Iss. Tak czy siak „ono”.

No i dziwić się tutaj, że zwiałam z chaty do Łodzi, jak dowiedziałam się, co Olka zrobiła.
Olka to ta, o której wspominasz w pierwszym akapicie?
Ta, co zastrzeliła płód.
Aha.

Jakoś dam radę. Może sie przepiszę tutaj do szkoły, żeby mieć na nią oko? Zobaczymy.
Tak na marginesie... Potrzebuję czekolady.  Idę do sklepu. 
Mówiłam, że intelektualistka. Ona przejmuje sygnał mózgu, że ten pragnie miazgi kakaowej i oksytocyny, a ta wie, że w domu czekolady nie ma, to idzie do sklepu… jestem porażona. Może damy jej medal?
Możemy jej dać i dwa medale, ale obiecaj mi, że tuż po tym ją spacyfikujemy. Na amen.
(dzisiejszy odcinek analizy sponsoruje firma Kałasznikow – Rozwiążemy Wszystkie Twoje Problemy!)

Mówiłam już że wszystkich pojebało, a mnie w szczególności... Przeraża mnie to, że zostałam utwierdzona w tym przekonaniu. Ale ad rem.
Ta znajomość łaciny… Moja diagnoza coraz trafniejsza.
Zgadzam się ze stwierdzeniem zawartym w pierwszym zdaniu. Tą panią pojebało szczególnie – to już nawet nie jest Syndrom Niedorżnięcia.

Serce biło mi jak oszalałe. Nieco zamroczona alkoholem, szłam z panem Gorem w bliżej nieokreślonym kierunku, nucąc jakąś melodię (możliwe, że to było I Want You Now, ale głowy nie dam). Czułam się dobrze, lecz na obrzeżach świadomości czaił się strach, że wyczerpuję powoli swój limit szczęścia. Przede mną majaczyła droga. Za mną facet, którego podziwiam od lat, zaciągał się radośnie papierosem. Czerwone światło na pasach - phi, żadna przeszkoda.
No jasne, w końcu to Tru Lower!:D
*Może ona wpadnie pod samochód, skoro te czerwone światła jej nie straszne…?*
Złudne nadzieje. Tró Low na horyzoncie!

Wkroczyłam pewnym krokiem na jezdnie, nie oglądając się na boki. Uslyszawszy pisk opon, obróciłam głowę i dopiero wtedy zauważyłam wielkiego TIR'a, który bez skutku próbował się zatrzymać. W ułamku sekundy poczułam, że ktoś popycha mnie, a potem ciągnie za sobą na ziemię. Uderzyłam głową o coś twardego i na chwilę mnie zamroczyło.

<patrzy na Lux>  Prorok, czy co?
XD

Nie czułam jednak bólu. Wstałam, otrzepałam się z kurzu i oparłam o stojącą nieopodal barierkę przystanku tramwajowego. Powoli docierało do mnie, co się stało i jak wszystko mogło się skończyć gdyby nie Martin, który właśnie podnosił się z torów.

Ej, Iss, właśnie do mnie dotarło, że aktoreczka nie robi ortów. Kurde… dziwna jakaś.
Yntelektualistka.
Mężczyzna, który chwilę temu uratował mi życie, wyglądał na mocno zdenerwowanego. Wyciągnął do mnie trzęsące się ręce i przytulił do siebie, jakby chciał mnie przed wszystkim ochronić.

Nie wiem, czemu, ale w tym momencie doznałam skojarzeń z Susem… Sierżant pewnie na jej miejscu modliłaby się, by był to Bela B.
A tu Martin Gore… XD
Pozdrowienia dla SUS!

W przypływie wdzięczności zarzuciłam mu ręce na szyję, wyszeptałam do ucha "dziękuję" i delikatnie musnęłam jego usta własnymi. Nie pozwolił mi na tym poprzestać. Zaczął mnie całować, jakby od tego zależało nasze życie, jakby świat istniał tylko dzięki temu.

Chciałam powiedzieć, że ich zachowanie jest całkowicie normalne. Eksperyment z mostami to tłumaczy: jak człowiek przeżyje intensywne emocje, wszyscy dookoła są dla niego atrakcyjniejsi. http://supermozg.gazeta.pl/supermozg/1,93139,7058683,Dyskusje_rozumu_z_emocjami.html
Nie chcę nigdy mieć wypadku. Bo jak się rzucę zaraz potem na jakiegoś Quasimodo…:D
Bo myślę, że jednak Quasimodo jest jednak prawdopodobniejszy niż Martin Gore.
Ja pierdolę… Moje poczucie realizmu w literaturze właśnie poszło na wódkę i zastanawiam się, czy żeby dokończyć tą analizę nie powinnam do niego dołączyć…

Nagle jęknął cicho i przyciągnął mnie mocno do siebie. Poczułam jak wsuwa dłonie pod moją koszulkę. Nie protestowałam, więc ten oderwał się ode mnie, jakby dostał tylko sobie znany sygnał i pociągnął mnie za sobą. Ani na chwilę nie tracił ze mną kontaktu. To trzymał za rękę, to obejmował... Nie zwracałam uwagi na to gdzie mnie prowadzi, aż moim oczom ukazał się potężny, hotelowy budynek

Czekaj. To wy nie mieszkacie razem? W ogóle: on jest Martinem Gore, zbędnych ty nastolatką, piszesz o nim od początku, ale teraz opisujesz rozkwit związku, tak?
Iss? Ratuj?
Gorący seks w hotelowym łóżku. Mrrrrau.
Taaa, mnie też to podnieca. Jak ogolone nogi u faceta.

Bez zbędnych formalności przedostaliśmy się przez recepcję do wind. Już tam widziałam płomień w jego oczach. Na korytarz wypadliśmy w mocnym uścisku, poznając każdy detal naszych twarzy.  

Znaczy, każdy pryszcz i wągier takowoż?
I te płonące gałki oczne.

Ubrania stały się zbędne. Krępowały nas. Zręcznie pozbył się ze mnie wszystkiego, co nie było moją nagą skórą.

Brud też z ciebie zlizał? :D
Jestem pewna, że na to znajdzie się jakieś zboczenie o mądrej nazwie.


Nigdy wcześniej nie byłam tak świadoma ciała partnera.

Przepraszam, ale muszę – to czułaś jak w jego jelitach non stop formuje się kał?:D
Wiesz, Lux… ja myślę, że pójście na wódkę w tym momencie nie jest głupim pomysłem.

Momentami miałam wrażenie, że dotyka mojej duszy. Widziałam, jaką przyjemność sprawiały mu moje pocałunki. Subtelne ruchy każdą sekundę barwiły innym odcieniem pożądania. Spojrzenia, jakimi mnie obdarzał, kiedy udało mu się wydobyć z mojego gardła jęk rozkoszy, sypały iskry, które podsycały we mnie płomień.

Kurde mol, robi się połetycko.
Zapachniało Mickiewiczem, który wielkim połetom był.

Otwarłam oczy. Chwilę obserwowałam drobinki kurzu, tańczące w świetle słońca sączącego się przez okienne rolety. Podniosłam się powoli i rozejrzałam po pokoju, albo raczej po apartamencie hotelowym.

Eeee, to kiepsko cię rżnął. Powinnaś nie być w stanie chodzić XD
No przecież jeszcze leży!

Podniosłam się z łóżka i zaczęłam się wlec do łazienki, żeby doprowadzić się choć trochę do porządku. Musiałam jak najszybciej dotrzeć do szpitala i pogadać z Małą. Zimna woda mnie obudziła. Wróciłam do pokoju i znalazłam butelkę mineralnej. Rzuciłam się na nią, całkowicie wypijając jej zawartość.
- No tak - mruknęłam - teraz mnie suszy... Było tyle pić? Debilka.

No rzeczywiście, to strasznie debilne, że z samego rana chce ci się pić, by nerki mogły prawidłowo pracować. Debilne w cholerę.
Wymagasz od ałtorki wiedzy biologicznej, którą powinna posiąść w liceum. Naiwnaś!

Po drodze rześkie powietrze dokończyło proces budzenia, rozpoczęty przez wodę z prysznica. Myśli pędziły mi jak oszalałe, ale nawet nie próbowałam ich poukładać. Wiedziałam, że to nie możliwe. 

Dobrze, że ona używa określenia prysznic, a nie jak Bella Cullen, ablucje.
Bella jest królową Maryś Zuzann.



  Dwa ostatnie tygodnie - prawdziwa jazda bez trzymanki... a zaczęło się tak niewinnie...
Młoda poprosiła mnie, żebym przewiozła jej rzeczy do domu sama, bo chce wrócić z Gahaniastym piechotą, więc pozbierałam tobołki, wrzuciłam do swojej czarnej hondy civic i zasiadłam za kierownicą. Jakoś przedarłam się przez miasto i zaparkowałam za samochodem Dave'a.

Gdzie ona jest, do cholery? Gdzie to się toczy, w Nibylandii?
Dave Gahan… Dobrze kojarzę z Depeche Mode? Kurwa, wiedziałam, że to fanfick.

Po pewnym czasie (czyli po przejrzeniu kilku demotów)

Ale jeśli chcę ustalić geografię opka muszę przyznać – demoty można przeglądać nawet z Bangladeszu.

Niespodziewanie znalazłam się oko w oko z "intruzem" o nazwisku Gore.

To gdzie on, do cholery, mieszkał?
Wikipedia podpowiada Waszyngton, o ile to TEN Gore. Ale wiesz, pod nazwą "gore" kryje się też horror z dużą ilością koniecznie sztucznej krwi i latających członków. Jakoś bardziej mi to odpowiada…

- Dziękuję - w końcu jakoś się przemogłam i podniosłam głowę. Uśmiechnęłam się do niego. - ale nigdy nie porównałabym swojego śpiewu do waszego, albo swoich tekstów do twoich. Nie śmiem konkurować z najlepszymi. - puściłam do niego oczko.
- Piszesz teksty? - wyglądał na szczerze zainteresowanego - Będę miał przyjemność kiedyś je poznać? - niepewnie zrobił krok w moją stronę. 

Zaczynam tworzyć w głowie syndrom Marysi, gdzie jednym z kluczowych objawów jest bycie docenianym przez Tru Lowera. Archangel też to miała.
Nowa jednostka chorobowa. Zróbmy badania, zobaczysz, dostaniemy Nobla.

- Może kawy? - zapytałam w końcu cicho. Podeszłam do niego, aby dostać się do drzwi, musiałam go jakoś wyminąć, bo tarasował przejście. Nagle poczułam, jak jego ręka oplata się wokół mojej talii
- Może później - powiedział cicho, spoglądając w moje oczy.
(zmiana narracji)
Jest kobieca, dojrzała. Te długie, niespotykanego koloru (jakby czarnego złota) włosy, spływające jej na plecy i ramiona. Te oczy, których spojrzenie jest jak roentgen. Te delikatne dłonie i biała, jedwabista skóra... Teraz, kiedy tak się rumieni wygląda jeszcze seksowniej niż normalnie. Chciałbym, żeby ta koszula nie zasłaniała mi widoku jej ciała...
- Może kawy? - taki niepewny, srebrzysty głos, jakby sama nie wiedziała co zrobić. Tak słodko kołysze biodrami, kiedy zmierza w moją stronę... Nie mogę się powstrzymać... Już mam ją w swoich ramionach, patrzę w jej oczy. Jest moja.
- Może później - tak powiedziałem. Może później. Teraz ważna jest tylko Ona i błękit jej oczu. Są takie piękne. Ona jest piękna. Czyżbym...

Ja i te moje rozkminy… Ale żeby aż zmieniać narrację…?

Tego właśnie chciałam. Potrzebowałam go i czułam, że jestem jemu potrzebna. Łóżko za nami kusiło. Spojrzał w jego stronę i powiedział
- Najwyraźniej tak ma być - jednym ruchem pozbawił mnie mojej koszuli i pchnął na łóżko.

Najwyraźniej tak ma być!? Dziecko, to nie Przeznaczenie, to chcica!:D
Zaprawdę powiadam wam: nie ma nic gorszego niż niedorżnięta, fantazjująca o seksie z idolem ałtorka…

Tak oto mijały wesoło dwa tygodnie. W przerwach między mizdrzeniem się z Martinem, piciem razem w czwórkę i rożnego rodzaju innymi zajęciami i "zawodami" chałupniczymi, studiowałam warunki przeniesienia się ze szkoły do szkoły.

To ty jesteś w szkole, ale prowadzisz hondę civic? Stany, ni chuja. Tam prawko od szesnastki, tak? W ogóle jaka ładna nazwa: mizdrzenie… XD

Coraz bardziej przywiązywałam się do Martina, spaliśmy razem, dużo rozmawialiśmy. Kiedy przeczytał moje teksty, był nimi zachwycony. Nawet Dave wyraził swoją aprobatę, krótkim "Kurwa, nieźle zdolna jest..."

Żeby Dave Gahan strzelał buractwem  a la Diane Lestrange to nie pojmuję.
Ale dotarło do mnie własnie, że te laski to groupies XD

No i muszę zapamiętać. Nie wykorzystywać mojej białej koszuli przy Martinie, bo chyba jest dla niego jakiegoś rodzaju afrodyzjakiem... O_o'

Tak, my też się dziwimy.
Oj tak.


Dziesiąta rano- czyli środek nocy.

Straciłam rozeznanie. To dziecko jest na studiach, pracuje w burdelu, czy ma kompletnie przestawiony zegar okołodobowy?
To jest fanfick, gdzie nastoletnia groupie prowadzi samochód, chodzi do szkoły i pieprzy się ze znanym muzykiem,  A TY JESZCZE WYMAGASZ REALIZMU?!
Fakt.

Chyba, przez tę jedną noc, zdążyłam się uzależnić od stosunku w stylu "fetish". Nawet nie przypuszczałam, że Martin ma tak pokaźną kolekcję gadżetów...

Wiesz, w samotnych trasach koncertowych… sami faceci…
Tu się wetknie, tam się wepchnie…

Wspominany wyżej samiec właśnie usiłował mnie pocałować - potrzeba kontaktu fizycznego dochodzi w nim do głosu o wiele szybciej, niż jakakolwiek inna. 

Ja chciałam tylko powiedzieć, że popęd seksualny jest jedyną potrzebą fizjologiczną, której niezaspokojenie nie zabija.
Ale on jest depeszowcem, z nim może być inaczej XD

- Na razie dość - zamruczałam mu do ucha, po dłuższej wymianie śliny - idę zobaczyć, czy gołąbeczki już się obudziły. - Martin tylko smutno na mnie popatrzył i zamiauczał coś o spaniu.

Co ta, AIDS się chce zarazić przez picie śliny, ze całowanie nazywa wymianą śliny?
Poza tym ten facet to prawdziwy zwierzak, MIAAAU!:D
Może to jakiś nowy fetysz.
Co, AIDS, czy miauczenie?

W końcu znalazłam miękki futerał i wyciągnęłam swój czarny Sony Cyber-Shot DSC-W380.

Nowy rodzaj lansu… A już myślałam, że to przeszło.
Fascynuje mnie mania podawania pełnych nazw gadżetów.

Wykadrowałam zdjęcie i nacisnęłam przycisk.
- Kurwa - pomyślałam. Oczywiście zapomniałam wyłączyć lampę. Młoda się poruszyła i otwarła oczy.
- Madzia? - nieprzytomnie na mnie spojrzała i zepchnęła z siebie Dave'a
- Nie, kurna, Alan Wilder. - odparłam pokazując jej język. Na dźwięk tego nazwiska Dave'a poderwało.
- Wilder? Gdzie? Jak? - zaczął się rozglądać, po czym opadł na poduszki. - A, to Ty Kala. 

Po pierwsze – kultura pełną gębą. Nagle zrozumiałam, czemu U. przeszkadzało jak przeklinałam. Po drugie – wiemy, że Kaleid to Madzia. Możem znaleźć ją na naszej klasie jak Archangel XD. Trzy – czy one obydwie nie są teraz przypadkiem w maturalnej?
Przerażasz mnie, kochana. Ja wiem, że edukacja jest na niskim poziomie, ale nie wiedziałam, że aż tak…

Cały dzień snułam się jak naćpana. Takiego haju bez prochów, to chyba nawet Witkacy nie miał.

Widzę tu śladowe szczątki edukacji. Zupełnie jak u Archangel. Może to jedna klasa, albo nawet szkoła taka? Ej! To wiele tłumaczy! Szkoła AŁTORECZEK!
Czekaj, wezmę kołkownicę, miotacz płomieni i możemy iść na wizytację.

Tam dopadłam pudełeczko żyletek. Wyciągnęłam jedną z nich i zaczęłam rozcinać sobie żyły na nadgarstku, jedna po drugiej, usiłując trafić w tętnice.
- Długo jeszcze? - pukanie i zaspany głos Martina. Oby nie wszedł.

Jak zapukał, to już chyba wszedł, tak?:D

- Nie, nie - odparłam i zaczęłam robić głębsze i dłuższe cięcia. W końcu się udało. Trafiłam w tętnicę. Krew zaczęła wyciekać z rany w zastraszającym tempie. Upadłam na podłogę, mając nadzieję, że niedługo już zobaczę Małą. Zdążyłam jeszcze zauważyć, jak drzwi otwierają się z hukiem. Poczułam, że silne ramiona podnoszą mnie i ukrywają w objęciach. Zobaczyłam oczy Martina, w których szkliły się łzy.
- Mała - z trudem zdołałam wykrztusić jedno słowo, zmusiłam się jednak do drugiego. Musiał zrozumieć - pociąg... - zamrugałam, złapałam oddech i nastała ciemność.

A już myślałam, że Marysia ograniczy się do bycia intelektualną grupie Martina Gore. Nie, ona też musi mieć talenta nadprzyrodzone i skłonność do samookaleczeń.
Może się zabije z sukcesem, hihi?:D W końcu taka zdolna… XD
Co z tego, że ona krwawi! Co z tego, że trzeba powstrzymać krwotok! Ważniejsze, żeby Mary Sue została objęta przez Tru Lowera!


Coś ciągnęło mnie do góry. Powoli odzyskiwałam zmysły. Stuk... Stuk... Stuk... Jakby tupanie obcasami po posadzce. Trzask - drzwi? Cisza i czerwień na powiekach. Biel. Czerwień. Starałam się je unieść i coś zobaczyć przez oślepiające światło lampy.

Ta cisza i czerwień na powiekach coś Witkacym zalatuje XD
Też bym bohaterko-ałtoreczkę trochę pociągnęła do góry. Najchętniej za włosy…

W miarę słuchania robiłam coraz bardziej przerażoną minę. Ja? Psychotropy? Prawie udana próba samobójcza?

No i tajemnica wyjaśniona. Ta część mózgu, która u Ałtoreczek popełnia błędy ortograficzne i składniowe działa dobrze… ale za to pamięć kompletnie siada XD
Coś za coś.

Nawet pamięcią nie chciałam wracać do tamtych dni, kiedy depresja sprawiała, że psychotropy i ostre przedmioty były dla mnie codziennością... 

No przepraszam, ale jak psychotropy miały być niecodziennością? Przecież to się bierze codziennie albo nawet trzy razy dziennie? A te ostre przedmioty to co, połykałaś, żeby pokaleczyć odbyt? To byłby chyba szczyt autoagresji XD

-Są już wyniki dalszych badań - uśmiechnął się do mnie, ściskając mi dłoń. - Gratuluję. Jest pani w ciąży. - Zamarłam.

Przyznaję, że ja też bym zamarła. Niby ojciec Martin Gore, ale matka groupie…
Podejrzewam, że płód też zamarł, kiedy dotarła do niego groza sytuacji.

Lekarz, jakby nie widząc mojej miny kontynuował - Płód ma trzy tygodnie, nic mu nie zaszkodziło w trakcie tego... - tu się zawahał szukając odpowiedniego słowa - ... wypadku. Myślę, że urodzi pani zdrowe i silne dziecko.

I tu widać wiek ałtoreczki. To ty nie wiesz, dziecko, że w przypadku prawdziwej ciąży nikt nie wie jak się będzie rozwijał płód i po to właśnie są te wszystkie USG i badania?
Ja w tym wieku już to wiedziałam, Ty z resztą też. Co z nią jest nie teges?

Mart nosił mi różne dobre rzeczy - od gyrosa z frytkami, przez pierogi i pizze po bigos.

Jak najzdrowsza dieta dla przyszłej mamy:D Dużo warzyw, owoców, mięso robione na parze… XD
Rypnęła się Twoja teoria lokalizacji geograficznej. Bigos w Stanach?
Jasne, że tak! A przecież ile Polaków tam mieszka? :D

Stał się bardzo opiekuńczy, ciągle pytał jak się czuję, czy czegoś mi nie trzeba. Byliśmy ze sobą coraz bliżej - i nie chodzi tu o fizyczne zbliżenia. Coraz bardziej tęskniłam, kiedy wychodził do domu. Czekałam z niecierpliwością, aby znów go zobaczyć. 

Powiem szczerze, że jeśli widywali się codziennie, a ona mimo to tęskniła… to wygląda mi to na obsesję, a nie na miłość.

- Bo ja... Pragnę Cię... Jak powietrza kiedy nie mogę oddychać. Jak wody, kiedy jestem spragniony, jak światła - kiedy ogarnia mnie mrok. Jak miłości, kiedy sam kocham... Bo wiesz? Kocham Cię. - patrzył mi prosto w oczy. Widziałam w nich płomień, namiętność, uwielbienie. Widziałam w nich to, co zawsze pragnęłam zobaczyć w oczach mężczyzny.

Mówiłam – te samotne dni na trasie koncertowej… pedalą się chłopaki, oj pedalą XD
No i znowu te płonące gałki oczne…


Wymęczone i nagle z niewiadomych względów będące przeciwko „Free love” za to popierające namiętnie zasadę „Enjoy the Silence”, czyli ZAMKNIJ SIĘ JUŻ AŁTORECZKO… powalone Lux i Iss idą na wódkę. A co.

czwartek, 30 września 2010

"Sparkling and Beautiful".


Wewnętrzne dzieci Lux i Issay łaknęły jakiegoś tłajlajtowego blogasia. I oto jest – co prawda nie blogaś, bo opko z forum, ale też tłajlajtowe.
Lejdis and dżentelmen – Złowieszczy Duet prezentuje "Sierp Księżyca" by Anna Scott 
… bo kogoś tu realnie posiepało.
http://www.forks.fora.pl/opowiadania,40/18-nz-sierp-ksiezyca-by-anna-scott-rozdz-i-iv,315.html
 
1. Nieoczekiwane "tak"
 
Edward nadal ściskał moją rękę, a ja kurczowo się jej trzymałam niczym przestraszone dziecko szukające ratunku, wsparcia, pomocy.
Pierwsze zdanie, a ja już szukam Prozacu, kołkownicy, czosnku. 
A ona nie powinna przypadkiem mózgu szukać? A my pomocy?
Najpierw musiałaby się domyślić, że powinna szukać mózgu, a nie migdalić się z nieumarłym.
 
Na twarzy malowały się czerwono-fioletowe rumieńce, szczękę miał zaciśniętą do granic możliwości, a zgrzyt jego zębów doszedł do mnie, gdy byłam odległa od niego jeszcze o jakieś osiem metrów
Zastanawia mnie, jak można mieć zaciśniętą szczękę i jeszcze przy tym zgrzytać zębami. Charlie – cudotwórca?
Nieee,  no właśnie na tym bajer polega, że zaciskasz szczękę tak mocno, aż zęby zgrzytają. Wiem, bo czytałam całość „Sierpu księżyca” i też doznałam owego zjawiska.

- Może najpierw pożegnasz się z tym młodym człowiekiem! - przerwał ostro Charlie, a rozwścieczony wzrok skierował na Edwarda. - Widziałem jego samochód wcześniej, zaparkowany niedaleko. - Ponownie spojrzał na mnie. - O ile mnie pamięć nie myli, masz szlaban! To dotyczy przede wszystkim wyjść! A ty spokojnie ten zakaz złamałaś wybierając się z NIM na spacer! Do LASU!
Przyznam się szczerze, że myślałam o tym, że tatuś wreszcie przyłapał córcię pieprzącą się na mchu z brokacącym się wampirem, a on się tak piekli o zwykły spacer?
Zobaczyłam tę scenę w myślach.
Nienawidzę cię, Iss.
W tym momencie ja też zapałałam do siebie nienawiścią.

Już chciałam zaoponować i stanąć w obronie ukochanego, gdy ten niespodziewanie ścisnął lekko moją dłoń. Zrozumiałam od razu i zamknęłam usta, skierowawszy na niego wzrok. Widocznie ojciec miał właśnie myśli dotyczące zbiorowego mordu.
My też.

- Nie, Bella. Twój ojciec ma rację. Wybacz, Charlie - dodał odważnie spoglądając na mojego ojca. - To ja namówiłem Bellę na ten krótki spacer po lesie. Nie chcieliśmy ci się niepotrzebnie narazić...
Ajj aj, senor, bandyci ograbić nasza meksykańska wioska, a Siedmiu Wspaniałych wyskoczyć na drinka do sąsiedniej wioski…

Poczłapałam do domu, nie spojrzawszy za siebie, a tym bardziej nie przejmując się motorem nadal zaparkowanym przed domem.
Jedynie co mnie teraz obchodziło to brak ukochanego, którego zobaczę dopiero za jakieś cztery godziny!
Aż tyle? Umrzesz.
*głos z OFFu: Naaareeeeszcieeee….*
I jak ty teraz sobie biedna poradzisz? Przecież w ciągu tylu godzin może na ciebie czyhać tyyyyle niebezpieczeństw! Na przykład krwiożercza zmywarka do naczyń…

- Więc te wypadki, jakie wtedy miewałaś... No wiesz, na przykład z twoją głową... To nie było uderzenie młotkiem? - spytał powoli, lecz spokojnie.
Nawet jej własny ojciec podejrzewa ją o uszkodzenie mózgu, no ładnie.
A Ty byś jej nie podejrzewała?
No podejrzewam, ale ja jestem mądrzejsza niż Charlie!

- Przysięgam, komendancie Swan, że od tej pory będę wzorową obywatelką miasteczka Forks.
Pomijając fakt, że posuwa mnie wampir.
Wytykasz bohaterce nieistotny szczególik, wstydź się.
Wstydzę się, ale innych rzeczy XD

Nie miałam co się za bardzo ciskać. I tak zobaczę go za kilka godzin. Na samą myśl uśmiechnęłam się promiennie, obtaczając obrobione filety z ryby w barwnej posypce.
Co ty je, kurwa, w M'Msach obtaczałaś?
W kolorowej posypce do tortów.

Jak miałam się nie zgodzić, gdy całował mnie z taką pasją... miłością... całkowitym zatraceniem...
Zgubne skutki myślenia jajnikami, co?
Myślę, że jakiekolwiek „myślenie” czymkolwiek  w jej wypadku… no wiesz…
Wiem, jest cokolwiek problematyczne.

Zdążę się przez ten czas wykąpać i zacząć pisać wypracowanie na angielski o naturalistycznej koncepcji ludzkiej egzystencji.
A co z tym twoim wystąpieniem z CERNA bo nie spełnia twoich wymagań?!
Ty popatrz, kolejna Mary Sue z Noblem. Ale ich się namnożyło!
Spączkowały się.
Tyyyyy! A jak one są wiatropylne?!

Gorąca ryba paliła mi gardło, ale nic sobie z tego nie robiłam.
To się najpierw gryzie…
Ale ona musi oddychać jednocześnie. Dla Belli, królowej Marysuizmu, wykonywanie dwóch czynności naraz to problem, zlituj się…

To dziwne, ale od pół godziny nie myślałam o moim oddanym przyjacielu...
Rzeczywiście, aby być dobrą przyjaciółką musisz koniecznie myśleć o swoim najlepszym przyjacielu przynajmniej raz na dziesięć minut!
Ja nie mogę.
Iss, ostatnio nie myślałam o tobie przez całe trzy godziny. Myślę, że możesz oficjalnie nazwać mnie zdrajcą…
Od dziś będziesz miała wdzięczną ksywkę Judasz. Ciesz się, że nie wymagam abyś się wieszała!

Uśmiech jakim mnie obdarzył przyspieszył bicie mego serca, tak że na kilka sekund zupełnie zapomniałam jak się oddycha.
Jest więc nadzieja, że jak Edzio zdejmie koszulę, Bella po prostu się udusi…
Było. Zachwyciła się brokatem, nie udusiła się. A szkoda.
Odbierasz mi ostatnią nadzieję.

Nie wiedząc co odpowiedzieć, przysunęłam się bliżej ukochanego i przytuliłam się do jego atletycznej piersi. Jak na komendę zanurzył twarz w moich włosach i głęboko wciągnął w nozdrza mój zapach.
Zamruczał gardłowo, gdy przesunął lodowate wargi po mojej szyi.
Ekwilibrystyka przytulania.
Trudne słowa ty używać. Może prościej: kuźwa co za tandeta?
Ale mnie naprawdę fascynuje – to w ogóle fizycznie możliwe?

- I podziwiać, gdy rano wybudzisz się ze snu i nadstawiasz swoje słodkie usta do pocałunku - dokończył spoglądając mi w oczy.
I tym sposobem dowiadujemy się, że Mary Sue ZAWSZE mają świeży oddech.
Prawdę powiedziawszy, ja też zwykle mam rano świeży oddech. Nie wiem czemu.
*Iss patrzy oskarżycielsko*
Nie patrz tak na mnie! Nie jestem Mary Sueeee!

- Stop! - wysapał głośno Edward, odrywając się ode mnie.
A zza pleców wyciągnął skradziony z ulicy znak „Stop” i pokazał Belli. Wiedział, że do niej trzeba łopatologicznie.
Myślę, że pismo obrazkowe to wciąż zbyt trudna forma wypowiedzi.

- Jesteś człowiekiem! Do czasu twojej przemiany cię nie tknę! - zaoponował ostro podrywając się z łóżka.
Więc znów będzie mi mówić, że jestem za delikatna i zbyt ludzka by z nim być?
O, nie!
- Tak? A gdzie się podziało zdanie, że chcesz bym doświadczyła w życiu jak najwięcej i by nic, co w ludzkich wspomnieniach jest ważne, mnie nie ominęło? - spytałam również wstając.
Edward stanął pod oknem i przejechał dłonią po potarganych włosach, których stan był niechlubnie moją zasługą.
- Więc to dla ciebie jest takie ważne? - szepnął odpowiadając pytaniem.
Stanęłam o kilka kroków od niego. Byłam zupełnie wytrącona z równowagi.
- A dla ciebie nie? - wysapałam ledwo słyszalnie.
Co ona, na usługach Dumbledore’a? To mi zwyczajnie pachnie… becikowym XD
No tak – skumała się ze starym Dumblem, poznała korzyści i teraz będzie nas terroryzować małymi, brokacącymi się potworkami…
Było. Nazywało się „pokemony”.

Podeszłam do mojego ukochanego i otaczając rękami jego talię, przytuliłam się do niego od tyłu.
- Nie, to ja cię przepraszam. Nie powinnam była mówić tego wszystkiego. Zapomniałam ile cię będzie ta decyzja kosztować.
- Idź się wykąp. Gdy wrócisz, porozmawiamy spokojnie.
Tak, bo jak śmierdzisz, to siłą rzeczy rozmawiamy niespokojnie.
Pfffffuj.

Jednak przeklęte rumieńce zdradziły mnie i moje myśli. - Jeśli chcesz, mogę się przebrać w któryś z dresów - dodałam kierując się w stronę szafy.
- Nie, tak jest dobrze - szepnął czule, nagle znajdując się za mną.
Przyciągnął mnie do siebie ramieniem i pocałował w płatek ucha.
Odnoszę wrażenie, że jestem jakaś dziwna. Jak ja się spotykam z facetem, mamy do roboty inne rzeczy niż non stop słodzenie sobie, całowanie się w różne części ciała i w ogóle. Znaczy, to też robimy, ale nie tylko!
Kochanie, a czy faceci, z którymi się spotykasz, patrzą na Ciebie jak na obiad?
Tak? Zdarza mu się…?:D

Jeszcze raz odgarnął mi włosy z czoła i westchnął głęboko.
- Kochanie, zauważyłaś może, że kwadrans temu ZGODZIŁAŚ się przyjąć moje oświadczyny? - szepnął mi do ucha, uśmiechając się przebiegle.
Zatkało mnie... Zrobiłam to? Naprawdę?
- No proszę, ty jesteś zszokowana, a ja niewyobrażalnie szczęśliwy – zaśmiał się całując mnie w otwarte usta. - A może chcesz się wycofać?

Przepraszam. Myślałam, żę fanfiction to dopowiadanie tego, czego autor nie opowiedział, własna wersja wydarzeń, zmiana narracji… a nie przepisywanie Zmierzchu własnymi słowami!
Czepiasz się, to i tak jest lepsze od Meyer. Przynajmniej przecinki trzymające noże w zębach na mnie nie skaczą.
A co nie noże mają, tylko jatagany?

- Kochanie - zaczął Edward podnosząc się i sadzając mnie na swoich kolanach. – Ty już się zgodziłaś zostać moją żoną, a co do uroczystości, to jest to wyłącznie nasza prywatna sprawa
Moment. Znaczy, że jak powiem komuś „tak” to potem nie mogę przed ceremonią już zmienić zdania?
Uciekająca Panna Młoda ma w tym temacie wiele do powiedzenia!

- Chcę stać się wampirem, przez co ochronić twoją rodzinę przed Volturi i spędzić z tobą wieczność - odpowiedziałam wyuczonym przez siebie argumentem.
Bella sama siebie wyuczyła? Jedna małpa uczy drugą małpę, cuda, cuda… XD
W tym ficku już chyba nic mnie nie zaskoczy.

Nie wiem kiedy, ale łzy napłynęły mi do oczy, przesłaniając obraz Edwarda. Poczułam, jak jego chłodne ramiona oplatają moje plecy i przyciągają lekko do siebie. Słone krople pociekły na jego białą koszulę, a Edward tulił i głaskał mnie w swoich objęciach.
To wszystko dzieje się w czasie jednej rozmowy, jednego wieczoru. Czy ich życie zawsze jest takie tragiczne?
Tak. Brak mózgu BOLI.

- Kocham cię Edwardzie, kocham cię najbardziej na świecie, ty dałeś mi swoje przyrzeczenie, że zmienisz mnie w wampira, ja daję ci swoje, że zostanę twoją żoną i będę cię kochać przez całą wieczność.
<lol2>
<w panice zaczęła szukać papierowej torebki>

- Nie wiem, kochanie. Nie chcę cię narazić na niebezpieczeństwo. I nie jest prawdą, że cię nie chcę. Pragnę cię do granic mojej wytrzymałości.
- Naprawdę? - spytałam wysoce inteligentnie, na co Edward uśmiechnął się łobuzersko, a moje serce zadrgało nerwowo.
Przestaje mnie to śmieszyć swoim przerysowaniem, a nakazuje pytać: czy ałtorce do snu od wczesnego etapu życia płodowego czytano harlequiny? A jeśli nie, to skąd ona ma w głowie taką wizję szczęśliwego, jej zdaniem, związku?
Moje serce też drga nerwowo, kiedy to czytam. A nie, to tylko arytmia.

- Mimo, że jestem wampirem Bello, nadal jestem mężczyzną.
To ty tak uważasz, Edwardzie.
Mamy co do tego pewne wątpliwości, Eddy…

Byłam już na granicy snu i jawy, więc nie wiem czy prawdą było, że Edward szepnął mi do ucha - Dziękuję Bello, dzięki tobie ten dzień jest najpiękniejszym w moim istnieniu...
O.O I oni tak naprawdę ciągle…? Ja się nie dziwię, że jej się zachciewa owłosionego do przesady i owszem, ale jednak na pewno nie aż tak rhhhomantycznego wilkołaka!
Aż do wymiotu, słowo daję.
No gdzie te torebki papierowe?

2. "Ważny temat"

Zupełnie nie wiem co mnie wczoraj podkusiło.
Naprawdę, nie poznawałam osoby, jaką się stałam po powrocie z Włoch.
Doszłam do wniosku, że moje niezdecydowanie i brak pewności siebie zostały całkowicie i definitywnie odsunięte w przeszłość. Oczywiście, nadal byłam niezdarna i łatwo było mnie zawstydzić, ale już wspominając lata ubiegłe, zauważam aż nazbyt wyraźną różnicę. A wszystko dzięki Edwardowi...
Gdyby nie on, jego miłość i osobowość, nie stałabym się tak pewna siebie i uparta w swoich dążeniach.
W tym momencie realnie mam ochotę rzucić analizę w diabły i nie kończyć jej nawet.
Nie wiem, czemu.
Rzeczywiście, zagadka godna Sherlocka.

- To będzie niespodzianka.
- Uch, nienawidzę tego słowa! Powiedz mi lepiej co sobie uroiłeś w tym martwym mózgu!
*padła przytłoczona absolutnie intelektem tej dziewczyny* martwy mózg… nazwała go po imieniu, co z nią?!
Ostatnie szare komórki właśnie się zderzyły i jakimś cudem zaskoczyło!

Niestety, nie zdążyłam powiedzieć, co sądzę o jego genialnym pomyśle, bo w tym momencie pocałował mnie w otwarte usta.
- Hmm... - westchnął odrywając się ode mnie. - Dobry sposób, byś przestała mówić.
- Edward, gdy wróci mi czucie w palcach, tak ci przywalę...
Iss. Melduję oficjalnie, że Bella ałtorki przejawia realny intelekt, powtarzam: Bella ałtorki przejawia realny intelekt.
Znaczy to nie Bella, ale wyrób bellopodobny. Prawdziwa Bella nie przejawia ani odrobinki intelektu.
True.

- Stwierdziłam, że odrobina ruchu o poranku dobrze mi zrobi - ponownie zaśmiała się widząc, że zerkam na jej czarne szpilki na siedmiocentymetrowym obcasie, które skrywały się pod nogawkami ciemnoniebieskich dżinsów. - Bello, nawet nie wiesz, jaka jestem szczęśliwa wiedząc, że teraz naprawdę staniemy się siostrami. I o nic się nie martw. Ślub nie będzie na dwieście osób, tylko...
Moja droga, przez ślub nie będziecie siostrami, tylko szwagierkami. Ale ja wiem, że Cullenowie to rodzaj sekty, to może i siostrą zostaniesz…
Zakon sióstr cullenistek.
Niee, fanklub wampirów, ostatnio mieli zlot w pobliskim centrum handlowym.

- Kochanie, sama widzisz, że moja niespodzianka to coś dobrego. Uwierz mi, przecież wiesz, że chcemy dla ciebie jak najlepiej.
- Wiem, i to mnie martwi - dodałam z rezygnacją.
Martwi cię, że chcą dla ciebie jak najlepiej? *pyta Lux z rezygnacją*
Gdyby wampiry chciały dla mnie jak najlepiej – ja bym była poważnie zaniepokojona!

Sama nie wiem, jakim cudem dotrwałam do końca zajęć, jakie mieliśmy przed lunchem.
Za każdym razem, gdy spoglądałam na Edwarda, na jego ustach pojawiał się uśmiech, od którego każda zdrowa na umyśle dziewczyna padłaby na kolana.
Widać ja twardo stąpałam po ziemi...
Niewątpliwie. 
To trupy mózgojadków obciążały ci głowę i zwiększały wagę, więc twardo stąpałaś…

Oczywiście, odkąd Edward powrócił do Forks, ponownie stał się obiektem westchnień moich szkolnych koleżanek, pracownic szkoły, a nawet niektórych osobników płci męskiej. Wierzcie mi, o takie rzeczy nie muszę pytać Edwarda - to widać...
Yaoi! Przemyt yaoi! *wydziera się*

Właśnie dlatego wątpię w to, ze Edzio jest facetem. A nawet, jeśli nim jest – ani chybi gej.
Sugerujesz, że Bella to facet? Gubię się w tej „Sparkling and Beautiful”.

Ba, nawet bym się nie domyśliła, gdyby w chwilę później nie powiedział zbolałym głosem: - Bells, czy ty naprawdę kochasz mnie, tak jak mówisz?
Uwierzcie mi, tak zszokowanej jak ja dziewczyny, dawno nie widzieliście.
Zszokowane jesteśmy, zapewniamy cię, moja droga, znacznie bardziej. Za to na pewno nie widziałyśmy takiej jak ty…
E tam, widywałyśmy gorsze przypadki.

W jednej chwili wróciła mi świadomość.
Świadomość tego, że go stracę, zupełnie tak jak we wrześniu...
Zacisnęłam dłonie na jego policzkach i z całą siłą jaką miałam, przyciągnęłam go do siebie.
Mając jego topazowe oczy na wprost swoich, wypowiedziałam słowa, których sens od zawsze istniał w moim umyśle i skierowany był do osoby, którą moje serce pokochało półtora roku temu.
- Kocham cię najbardziej na świecie, miłością, której jak widać nie potrafisz zrozumieć i w którą wątpisz. - Załkałam, bo właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że po zziębniętych policzkach spływają mi słone łzy. - A mówiąc otwarcie, tak, zmusiłeś mnie do ślubu, bo dla ciebie był to dowód miłości z mojej strony. Przyznaję, nie przystałam na to z ochotą i zaangażowaniem, ale to wynikało z tremy jaką zazwyczaj mam będąc w centrum uwagi i powinieneś to wiedzieć...
Przyciągnęłam jego usta do swoich, a w sekundę później już chwytałam za klamkę, z nadzieją ucieczki z samochodu Edwarda i zamiarem poproszenia kogoś ze znajomych, by zawiózł mnie do domu. Nie miałam ochoty zostawać w szkole. Najmniejszej.
Wszystko dzieje się następnego dnia po rozmowie o ślubie. Nie wymaga to większego komentarza.
Ten fragment komentuje się sam.

Widocznie zdał sobie sprawę z własnej słabości, bo w jednej sekundzie znalazł się na swojej części siedzenia kierowcy. Trzymał mnie na wyciągnięcie rąk i starannie badał moje oczy.
Mam nadzieję, że wziernikiem ginekologicznym.
Bądź szpikulcem do lodu.

- Kocham cię. Dwa najprostsze słowa na świecie, jednak sprawiające czasem ból, cierpienie i powodują rozczarowanie. Ja nigdy nie zaznałem tego od ciebie, jednak wiem, że te trzy rzeczy otrzymywałaś ode mnie w nadmiarze.
Nadal ten sam dzień, ta sama rozmowa. Gdybym ja wycierała sobie gębę tak często wielkimi słowami, ludzie niechybnie w końcu zaczęliby mnie traktować jak Ani Mru Mru i bić brawo, ilekroć się zjawię w pobliżu.

Mokre ubranie odcinało się na każdym skrawku skóry i... staniku.
Cieszyłam się, że miałam na sobie grube dżinsy, ale równocześnie przeklinałam w duchu, że w stołówce ściągnęłam bluzę. Teraz siedziałam w samej koszulce, przez którą idealnie widać było koronkę mojego stanika.
No i co? I tak nie masz cycków, a sam stanik nikogo nie podnieca. Nie masz cycków! Ani Wacka.
Okropne. Widać trochę koronki! Zgroza!

- Nie zrób niczego głupiego. Masz cały dom do dyspozycji.
- Och, tak, wiesz muszę kończyć. Właśnie przyszli goście na imprezę. Przynieśli beczkę piwa.
- Bello...
- Tato, daj spokój. Jedź ostrożnie i nie kłopocz się mną. Pa.
Dopiero, gdy odłożyłam słuchawkę dotarło do mnie to, co ojciec chciał mi przekazać mówiąc „ufam ci”. Wbiłam wzrok w sufit, a moje wargi wykrzywiły się w uśmiechu.
Może jednak spełnię dzisiaj swoje marzenie w nieco dogodniejszych warunkach...
Kurde mol, ojciec ci ufa, to masz okazję się rżnąć? Co to za tok myślenia?
To jest tok myślenia jajnikami. Nie ma nic wspólnego z mózgiem.

Wsadziłam tylko 2 rozdziały, żeby nie robić zamieszania z resztą...
Licze na przychylność Wink
Ależ oczywiście, moja droga, oczywiście… *Lux zaciera ręce*
Czekaj, czekaj. To sugestia, że będzie więcej materiału do analizy?! <łapki Iss zaczęły się trząść, kiedy ta w panice szukała kolejnego opakowania środków uspokajających>

piątek, 17 września 2010

Witajcie nam! A oto Pióra w g... znaczy w szkarłacie.

Oto my, Lux i Iss.
Nudzimy się w życiu i mamy syndrom niedopchnięcia, więc wyżywamy się na biednych, przez wielu uznanych za genialne, Ałtorkach.
Oto pierwsza analiza, niestety nie blogaskowa, a digartowa. Na stół wjeżdża panna między innymi Archangel, znana także jako monczura bądź Ardea, a także jako Monika ******* (kto to widział wszędzie linkować nk?) ale gdyż posiadamy resztki dobrych serc, nie podamy nazwiska. Jej "powieść" z zapożyczeniami z "Siewcy Wiatru" Kossakowskiej ponoć właśnie została wydana - ale tak twierdzi ona sama, więc my lekko wątpimy...
Oto link do oryginału - http://www.digart.pl/zoom/5274047/Piora_w_szkarlacie-_1.html


Więc na pierwszy ogień Złowieszczy Duet przedstawia "Pióra w g... znaczy w szkarłacie" autorstwa monczury4.
Błędem byłoby powiedzieć wam "Enjoy"...

Na samym wstępie Lux chce zaznaczyć, że wrzaski i bluzgi w analizie powinny być jej wybaczone. Czytała całość.
Issay dodaje, że niezależnie od tego, ile razy czyta się ten tekst, bluzgi pojawiają się i tak i tak. To "opko" ma moc Skarpet Samaela.
A same wiecie. SS jest niepokonane od czasów drugiej wojny.


-Dobra. Teraz połóż ingrediencje na stole, weź księgę i przeczytaj ponownie instrukcję
Kurde, przeczytałam „połóż się na stole, zaraz do ciebie dołączę.” Moc autosugestii XD
Boli mnie ta autosugestia… I jest to ból a'la "wrzód na dupie fandomu".

Wyciągnęłam przed siebie rękę i palcem zaczęłam kolejno przeszukiwać stare tomy.
Ale znaczy że co? Że palec jechał nad okładkami i wiedział gdzie co jest? To był taki… Palec Gadżeta?Very Happy
Dalej, dalej palcu Ardei.

Dość dużo zmieniło się w Królestwie podczas mojej nieobecności. Między innymi to, że Pan odszedł. Po prostu go nie ma. Kiedy Gabriel zabrał mnie do Sali Tronu, musiałam podeprzeć się na jego ramieniu, by nie upaść z wrażenia. Tron był pusty.
Szok. I co z tym zrobisz fabularnie?
Hmm…założy białą kiecę, pożyczy od Misia miecza i zasiądzie na Tronie, jak na Marysię Zuzannę przystało?

Zacisnęłam palce mocniej na księdze, którą trzymałam. W tamtych czasach było duże zapotrzebowanie na magów. A ja byłam na Ziemi nieświadoma niebezpieczeństwa. Gdyby mi ktoś wcześniej powiedział, zawiadomił... Po co tak długo czekali?
Nie chcieli niepokoić twojej nauczycielki od francuskiego XD
Chcieli się trochę pobawić z Siewcą, bo przecież ty rozwaliłabyś go kiwnięciem paluszka u stópki i nic by z tej hecy chłopcy nie mieli dla siebie.

Deris, Meridian i Onuris zamieszkały w willach niedaleko mnie.
Jak rozumiem, są zachwycone? Ich rodziny, ziemskie życie, wszystko nieważne?
Najważniejsze, że miały swoje torby z Hanną Montanną!Very Happy

Kto by się tam przejmował jakąś rodziną, kiedy można mieć willę, pfff. Nie znasz się na priorytetach nastolatek!

Michał, przy pomocy najlepszego szpiega Królestwa, Zofiela, odkrył rozwijający się handel żywym towarem i różnego rodzaju prochami. Zagrażało to bardzo władzy regenta, dlatego trzeba było coś z tym zrobić i to szybko.
Na przykład ufrytać się i zerżnąć żywy towar. Dość szybkie? Very Happy
Czekaj, czekaj. Michaś zerżnął…tfu, ukradł szpiega Razjelowi? Nieładnie, Misiu, fuj fuj!


Tyle czasu nie jeździłam na moim Kobalcie...
Płotka nie dość zajebista.
Lapis też już wyszedł z mody.


Razjel nalał sobie wina, a mi soku grapefruitowego. Pamiętał, że ja nie lubię pić alkoholu...
Boże, ta globalna cholerna wioska! Sok grejpfrutowy, dziecko, grejpfrutowy!


-Przypominasz sobie, jak się poznaliśmy?
-Pewnie- uśmiechnęłam się promiennie do niego.- Tego się nie da zapomnieć.
Biczowałam się właśnie po pośladkach porem, kiedy ujrzałam ciebie ścigającego Afę po całym burdelu Asmodeusza. Wtedy Zgniły Chłopiec skończył mnie posuwać i podsunął mnie Belialowi. Nie do zapomnienia.
Marzenia marzeniami, a tu rzeczywistość skrzeczy…
*skrzek skrzek*

…tu nigdy nie pada deszcz.
Kanon mówi, że tylko w Hajot Hakados było coś takiego…
Pieprzyć kanon, on zawsze psuje zabawę!

Byłam zatrudniona u znajomego mego ojca, Mituriela.
Kurwa! Nie starczy, że Cherubin, żołnierz Zastępów, podkomendna Daimona Freya i Bella Razjela! Jeszcze kurwa Nefilim musi być!
Zapomniałaś o wszechpotężnej uczennicy Pana Tajemnic. Jak marysuizm, to pełną gębą i z kopem z półobrotu.
Chcesz powiedzieć, że to nie córa Stirlizta, lecz Chucka Norrisa?
Odkryłyśmy tajemnicę! Chuck Norris miał córkę. Dał jej na imię Mary Sue. A ona…

Myślisz, że ma wąsy po tatusiu?



Ananiel, który był moim ojcem, zostawił mnie u niego, zanim Pan zesłał go na Ziemię.
Jak ty masz dwóch ojców, to ja się wcale nie dziwię twojej psychice dziecko… biedne…
http://www.youtube.com/watch?v=c0fXMnIfA2Q&feature=player_embedded

To najlepszy przykład na to, dlaczego homoseksualiści nie powinni mieć dzieci. Potem pojawiają się takie Marysie Zuzanny z dwoma tatusiami…
A Chuck jest którym z nich?

Dostał taką karę za związanie się z ziemską kobietą i spłodzenie potomstwa. Ja byłam jedną z jego córek, owocem grzechu, dlatego automatycznie zostałam wyklęta przez społeczeństwo Królestwa, pomimo, iż byłam dobrze urodzona.
Kicia, alboś Nefilim, alboś dobrze urodzona! Nie ma dwa na raz!
Może ma po prostu rozdwojenie jaźni? Albo po prostu nie rozumiesz jej zajebistości.



Nie miałam żadnej nadziei na poznanie kogoś.
Te anioły to nic tylko przedłużać gatunek chcą! Co by na to Azbuga powiedział?!
"Idźcie i gumek używajcie", zapewne.

Serce zaczęło mi szybciej bić. Chłonęłam wzrokiem całą jego sylwetkę, miękkość czarnego warkocza, odbijające się światło w oprawkach złotych okularów.
Koleś nosi okulary? W złotych oprawkach? Szkoła Asmodeusza, Naczelnego Homosia Otchłani, nie ma co.
Nieeeee, złote oprawki nie są wystarczająco zajebiste. Okulary są całe ze złota, nie widzisz?! Poza tym – co ona, roślinka, że światło chłonęła?


Nie wiem czemu, ale miałam wrażenie, że archanioł równie silnie przeżywa to spotkanie. Zauważyłam jak spinają mu się lekko mięśnie i przełyka ciężko ślinę.
Jak rozumiem, był nagi, przez co świetnie było widać te spinające się mięśnie XD
Mrrrraur, ja też chcę nagiego Razjela.
<chwila milczenia, zerknięcie w kanon>
Nie, nie chcę.


-Ale szpeci twoją piękną osobę, Ardeo- Razjel uśmiechnął się przyjaźnie.
Oszałamiający podrywacz! Żadna mu się nie oprze!
Bierz ją, tygrysie. Casanova pęknie ze śmie…z zazdrości.

-Dziękuję, panie...- nie byłam w stanie zdobyć się na inne podziękowanie.
Inne, znaczy co? Lodzika mu miałaś zrobić na środku drogi? Nie kryguj się, dobrze było!

Widać było, że to ulubiony kolor anioła, a tak na marginesie mój także.
Rrrrrrrrrr:
- Lubisz liście?
- Tak.
- Ja też…
*amorki w powietrzu*

I serduszka. I confetti. I w ogóle jakaś walentynkowa atmosfera zrobiła.

-Dymiące zgliszcza i zwłoki wkrótce zaścielą bagienne krainy...
Dobrze,że bagienne. Zwłoki wsiąkną i nie trza się będzie wykosztowywać na trumny XD
W bagnach zwykle żyją stworzonka, które chętnie zutylizują zwłoki, więc nie ma się co martwić!

-W dupie mam twój romantyzm, przyjacielu. Wracajcie natychmiast- twarz Pana Objawień zdobił szeroki uśmiech.- Ardeo, wracasz do służby!
-Ale że co?...- moje oczy zrobiły się okrągłe ze zdziwienia.
-Do służby, kochana, do służby- powtórzył rozbawiony regent.- Do Aniołów Miecza!
Wrrrr… *Lux się wkurza powoli* wiemy, Marysiu, jako Nefilim, Cherubin i Tru Loff Razjela nie jesteś dość zajebista, musisz być jeszcze żołnierzem!
Z tego, co pamiętam, Aniołowie Miecza byli li i jedynie facetami… Marysiu Zuzanno, nie byłaś przypadkiem ostatnio w Tajlandii na operacji zmiany płci?
O.O
Może właśnie tam straciła mózg?! Pomylili go z małym cyckiem! A ty się z niej śmiejesz bezczelnie!


Regent z kolei chodził tam i z powrotem po obszernym pomieszczeniu i obracał w palcach swój pierścień władzy, jak to miał w zwyczaju. Jego skórzany czarny płaszcz powiewał za nim z każdym niespokojnym krokiem.
AAAA! Posępny! Posępny! Łapać go! Schował się w ciele Gabrielaa!
Najpierw szedł Gabriel, a za nim unosił się i powiewał na wietrze płaszcz. No, nawiedzonych ubrań jeszcze nie było…


-Mówiłem, że to zły pomysł- sarknął. A jak Ardei cos się stanie? Nie możemy ryzykować utratą tak znakomitego maga, bo trudno o dobrze wykwalifikowanych...
Specjalnie na potrzeby tej analizy wymyślam trzy stopnie Palmu.
Facepalm, Deskpalm, Seppuku -.-

Dołożyłabym jeszcze Wallpalma. Tylko spokój może nas uratować!

-Na co mamy czekać?- Michał uderzył pięścią w stół.- Aż jakieś popaprane wampiry czy cholera wie co jeszcze wyssą z nas ostatnią kroplę nadziei we krwi?
*Lux patrzy na powyższe zdanie* Ej, Iss, masz jakiś komentarz?
Nie mam komentarza. Mam głęboką nadzieję, że chłopcy z koalicji już szykują ałtorce tego tekstu gorące powitanie.
W sensie grzańca z plasterkiem pomarańczy czy kocioł pełen smoły?

-Co jest? Ktoś nam umarł czy coś?- zapytał ironicznie Niosący Światło.
-Daruj sobie- mruknęłam.
Tak, niech fabuła ominie kompletnie fakt pojawienia się w tekście po raz pierwszy Lucyfera, a co tam. W końcu jest tylko Władcą Piekieł.
E tam, co tam jakiś upadły archanioł z prowincji. Nie jest wystarczająco zajebisty, żeby się nim zajmować.

-A ile razy Ardea dowiodła, że sobie dobrze radzi?- zapytał milczący dotąd Rafael.- Więcej wiary w swoich poddanych, przyjacielu...
Wysnuwam teorię, że aktoreczka ma spore problemy z poczuciem własnej wartości. I dlatego jej marysiozuzannowy odpowiednik cały czas jest przez kogoś w tekście zapewniany o swej zajebistości.
Biedny Rafael. Zawsze pieprznie jakąś głupotę.

Zauważyłam, że ręce mu nieco drżały. Razjel otulił mnie swoim ramieniem dla otuchy. Nie wiem czemu, ale czułam się tak, jakbym oczekiwała przed sądem na wyrok za jakąś zbrodnię, której nie popełniłam.
Popełniłaś *mówi Lux wyciągając gnata* Za takie pisanie… Make my day…PIF PAF!
Razjel otulił szyję Ardei swoim ramieniem i ścisnął. Członkowie koalicji z rozkoszą patrzyli, jak twarz uzurpatorki sinieje.

Widać było, że atmosfera nieco się rozluźniła. Drago podał każdemu kielich z winem. Rozsiedliśmy się wygodniej.
-No to teraz pozostaje sprawa, jakie zajęcia przydzielić naszej Trójcy Świętej- zażartował Hazar.-
Jasne, że tak! Wstaw do tekstu GŁĘBIANINA TRZECIEGO KRĘGU MIĘDZY ARCHANIOŁY!


-Ardea...-zaczęła Onuris.
-Hm?
-Już dawno miałam o to zapytać... To znaczy, o kilka rzeczy. Mogę?
-Dajesz.
-Masz skrzydła... Czemu jeszcze nie widziałyśmy, jak latasz?
Ej, a one też nie były anielicami, co mają w dupie swoje ziemskie życie?
Nie, z tego co zrozumiałam one były tylko psiapsiółkami Ardei i załapały się na wille za free.


-Moja magia bierze się z energii witalnej natury. Działa to na zasadzie takiej wymiany- ona daje mi swoje życie, a ja z tego korzystam przy zaklęciach. Jak by wam to prościej wytłumaczyć... Moja magia bierze się z energii witalnej natury. Działa to na zasadzie takiej wymiany- ona daje mi swoje życie, a ja z tego korzystam przy zaklęciach.
Jak by wam to prościej wytłumaczyć...ałtoreczka niepostrzeżenie wymieniła fandom z serii anielskiej na Wiedźmina, o!
Oho… Kanon przedawkował Prozac.
To nie Prozac, to Jaskier się spił a Ałtoreczka wraz z nim.


Zamknęłam dokładnie drzwi. Krótkim ruchem dłoni zasunęłam zasłony w oknach. Z kieszeni spodni wyjęłam magiczną kredę w trzech kolorach i narysowałam na środku podłogi okrąg, dodając gdzieniegdzie potrzebne znaki.
-Stańcie proszę jak najdalej mnie- poprosiłam.- Nie chcę ryzykować...
Nagle zrozumiałam, czemu Rowling zabroniła swoim magom poniżej siedemnastego roku życia używać magii. Bo mogliby używać jej do wszelkiego rodzaju durnych sztuczek dla koleżanek!!!


-Dlaczego to zrobiłaś?- zapytał twardo Pan Tajemnic.
Boże, Iss, on nadal jest seksi! Nie zepsuła go!
Idź do okulisty. Masz problem z oczami.

- To było nieodpowiedzialne, nie tak zachowuje się mag Królestwa. A już z na pewno nie powracający do służby Anioł Miecza, na Czeluść! Tak właśnie Hija przyczyniła się do swojej klęski...
Właśnie. Co z jednym z najważniejszych motywów fabularnych utworu?
Pieprzyć motyw, Hija też nie jest wystarczająco zajebista.

Nie zauważyłam kamienia na drodze i potknęłam się. Upadłam na bruk kalecząc kolano, to samo, co kiedyś. Nie miałam sił na podniesienie się- po prostu usiadłam na uboczu, nie zwracając uwagi na nasiąkające krwią jeansy.
Nefilim w dżinsach? WTF?
Dżinsy są passe. Dlaczego to nie kostiumik od Chanel?! I swoją drogą – potykająca się Marysia Zuzanna? Wstyd, droga panno!
Nie no... wyobraź sobie jak byś się czuła, gdyby ona się NAWET nie potykała... musi mieć jakąś uroczą wadę, dzięki temu jest jeszcze bardziej idealna... *rzyg*

-Wiesz dobrze, że nie miałem nic złego na myśli- powiedział do mnie spokojnym głosem Razjel.- I wybacz, jeśli opatrznie zrozumiałaś moje słowa. Po prostu... Tylko nie złość się znowu... Hija po powrocie z Niebytu zmieniła się... Odrzuciła Daimona, obrzucała obelgami Ziemian, jakby to były jakieś plugawe robaki, a nie istoty stworzone przez Jasność. Boję się, żebyś ty nie stała się taka sama... Taka bezduszna, pusta, małostkowa... Rozumiesz mnie?
AAAA! ISS! AŁTORKA MA RESZTKI MÓZGU! ONA TEŻ ZAUWAŻYŁA CHOROBĘ HII!
A to jest ktoś, kto jej nie zauważył?
Kossakowska?


-Tak...- wychrypiałam.- Ale... Razjel?
-Tak?
-Strzeż duszy, ciała mego- wyrecytowałam jeden wers z modlitwy do anioła stróża, której kiedyś się uczyłam.
Razjel został zdegradowany do roli anioła stróża jakiejś pannicy. Rany boskie, to gorsze niż Upadek…
Niech się zapisze na terapię do Lucka XD On już przez to przeszedł u Sandemo…

 
-Pasowanie na Rycerza Pana- puściłam do niego oko.- Te tłumy... Co ja na siebie włożę?!
Hę?
Eeeee…


Czy tylko ja widzę wszystko w kolorach tęczy, czy naprawdę to najpiękniejszy dzień na Ziemi?
KURWA PONOĆ W KRÓLESTWIE JESTEŚ!
Czepiasz się jakichś szczegółów geograficznych.

Z niecierpliwością wyczekiwałam gestów, które miał wykonać Kamael, bym stała się na powrót żołnierzem jednostki.
Haaalo! Ałtorko! Kamael upadł! Skąd on w tym ziemio-królestwie?
Wpadł z wizytą.


Monika, Gosia, Basia.
Meridian, Onuris, Deris.
Ene, due, rike fake.

Deris. Czasem niezdarna, ale i tak wszyscy ją kochali.
Zwłaszcza Aniołowie Szału w nocy zwłaszcza, tak?
Chyba nawet oni nie są aż takimi desperatami.
Mówię, że Szału Aniołowie XD

Moment!
Wróć!

A muszę…?

Meridian. Uosobienie rozwagi i idealizmu. Twardo stąpała po ziemi, chociaż czasami pozwalała sobie na chwile szaleństwa. Jej ciemnozielona suknia uszyta była wedle najnowszej mody w Królestwie. Jasne włosy miała zarzucone na plecy.
Onuris. Uśmiech, którym obdarzała każdego, był zdolny roztopić każde kamienne nawet serce. Brązowe włosy zaplotła w kilkadziesiąt cieniutkich warkoczyków związanych na końcach złotymi wstążeczkami. Sukienka o barwie kwiatów barwinka poruszała się lekko przy podmuchach wiatru.
Deris. Czasem niezdarna, ale i tak wszyscy ją kochali. I to poczucie humoru. Jej �alo�mogło powalić ze śmiechu, nawet w najmniej odpowiedniej chwili. Karmazynowy ubiór idealnie współgrał z jej fioletowo- czarnymi włosami. Zdecydowała się skrócić jej nieco, bo mówiła, że przeszkadzają jej przy jeździe konnej.
Ałtoreczko. Czy trzy koleżanki, z którymi siadasz na przerwach to czytać płacą ci w dragach za to, że też tam są?!
Nie, to są te trzy, które zachwycają się tym tekstem, bo w nim występują i nie wypada im inaczej. Swoją drogą, Lux, wyobraziłaś sobie to połączenie fioletu, czerni i karmazynu?
Coś ty. Mój mózg ma zwyczaj się bronić przed podobnymi zgrzytami dzięki funkcji „omiń pół zdania”.

Błękitny strój i specjalne buty wiązane wysoko nad kostkę- dostępne tylko dla najwyższych magów.
Buty firmy WOJAS – tylko dla najwyższych magów.
Wysoko nad kostkę, czyli gdzie? Na kolanie?

Otaczali go różni ważni dostojnicy Królestwa. Nie zwracałam zbytnio uwagi na pozostałych, bo najważniejsza była owa czwórka. Jednak był tam Gabriel, regent; reszta Archaniołów Tronu Bożego, Daimon, Lucyfer ze swoim bliskim przyjacielem Asmodeuszem, Drago i kilku innych aniołów.
Hę? WTF?
Nie chcę wiedzieć, naprawdę nie chcę wiedzieć…

Moja zaginiona siostra. Riannon.
MÓWIŁAM, ŻE AŁTORECZKA SAPKOWSKIEGO CZYTAŁA!
Ej, to aż boli. A Riannon była też boginią koni w mitologii celtyckiej. Końską twarz miała, znaczy się.
To jak aktoreczka. Nefilim z urody nie słynęli…

Dwunastu Aniołów Miecza powstało i zaprezentowało swoją broń.
Kotek, ale ty pamiętasz, że kolesi było w sumie 10 patyków?
Wybrała tych najzajebistszych.
A jak ich wybrała? Wpadając na nich i kalecząc sobie kolanko? A który walnął jej komplement za dwa grosze zdawał?

Uwielbiałam Groma. Zawsze mi towarzyszył, do czasu, aż na skutek ran odwołano mnie z wojska.
Kurwa, już pominę nazwę miecza, ale czy to dziecko wie, ile waży miecz? A pewnie ta jej Ardea jest wiotka i drobna….

-Jestem z ciebie cholernie dumny- szepnął mi do ucha Pan Tajemnic.
- I cholernie splebsiałem od czasów Kossakowskiej – dopowiedział po chwili reflektując się.
Nie znajduję na to komentarza, który nadawałby się do publikacji.

Michael podszedł do mnie i bez ostrzeżenia podniósł do góry. Razem z kilkoma Aniołami Miecza zaczęli podrzucać mnie do góry, aż przez przypadek wbiłam obcas buta w głowę Michała. Wtedy dali sobie z tym spokój. Ale najważniejsze było to, że stałam się z powrotem zasłużonym aniołem Pana.
Będzie orgia na cześć Jasności? Very Happy
Biedny Michał. Ale ałtoreczce też ktoś kiedyś chyba wbił obcas w główkę…

A przepraszam, czym sobie zasłużyła na bycie zasłużonym aniołem Pana? Bo nie zauważyłam…
Ty głupia, ona już nim była!
Idę pożyczyć Prozacu od Kanonu.
Mi też, mi też! *wrzasnęła Lux i pobiegła za Issay*