Oh no, he thinks I'm just a Mary Sue...

Oh no, he thinks I'm just a Mary Sue...
Jaka szkoda...

czwartek, 30 września 2010

"Sparkling and Beautiful".


Wewnętrzne dzieci Lux i Issay łaknęły jakiegoś tłajlajtowego blogasia. I oto jest – co prawda nie blogaś, bo opko z forum, ale też tłajlajtowe.
Lejdis and dżentelmen – Złowieszczy Duet prezentuje "Sierp Księżyca" by Anna Scott 
… bo kogoś tu realnie posiepało.
http://www.forks.fora.pl/opowiadania,40/18-nz-sierp-ksiezyca-by-anna-scott-rozdz-i-iv,315.html
 
1. Nieoczekiwane "tak"
 
Edward nadal ściskał moją rękę, a ja kurczowo się jej trzymałam niczym przestraszone dziecko szukające ratunku, wsparcia, pomocy.
Pierwsze zdanie, a ja już szukam Prozacu, kołkownicy, czosnku. 
A ona nie powinna przypadkiem mózgu szukać? A my pomocy?
Najpierw musiałaby się domyślić, że powinna szukać mózgu, a nie migdalić się z nieumarłym.
 
Na twarzy malowały się czerwono-fioletowe rumieńce, szczękę miał zaciśniętą do granic możliwości, a zgrzyt jego zębów doszedł do mnie, gdy byłam odległa od niego jeszcze o jakieś osiem metrów
Zastanawia mnie, jak można mieć zaciśniętą szczękę i jeszcze przy tym zgrzytać zębami. Charlie – cudotwórca?
Nieee,  no właśnie na tym bajer polega, że zaciskasz szczękę tak mocno, aż zęby zgrzytają. Wiem, bo czytałam całość „Sierpu księżyca” i też doznałam owego zjawiska.

- Może najpierw pożegnasz się z tym młodym człowiekiem! - przerwał ostro Charlie, a rozwścieczony wzrok skierował na Edwarda. - Widziałem jego samochód wcześniej, zaparkowany niedaleko. - Ponownie spojrzał na mnie. - O ile mnie pamięć nie myli, masz szlaban! To dotyczy przede wszystkim wyjść! A ty spokojnie ten zakaz złamałaś wybierając się z NIM na spacer! Do LASU!
Przyznam się szczerze, że myślałam o tym, że tatuś wreszcie przyłapał córcię pieprzącą się na mchu z brokacącym się wampirem, a on się tak piekli o zwykły spacer?
Zobaczyłam tę scenę w myślach.
Nienawidzę cię, Iss.
W tym momencie ja też zapałałam do siebie nienawiścią.

Już chciałam zaoponować i stanąć w obronie ukochanego, gdy ten niespodziewanie ścisnął lekko moją dłoń. Zrozumiałam od razu i zamknęłam usta, skierowawszy na niego wzrok. Widocznie ojciec miał właśnie myśli dotyczące zbiorowego mordu.
My też.

- Nie, Bella. Twój ojciec ma rację. Wybacz, Charlie - dodał odważnie spoglądając na mojego ojca. - To ja namówiłem Bellę na ten krótki spacer po lesie. Nie chcieliśmy ci się niepotrzebnie narazić...
Ajj aj, senor, bandyci ograbić nasza meksykańska wioska, a Siedmiu Wspaniałych wyskoczyć na drinka do sąsiedniej wioski…

Poczłapałam do domu, nie spojrzawszy za siebie, a tym bardziej nie przejmując się motorem nadal zaparkowanym przed domem.
Jedynie co mnie teraz obchodziło to brak ukochanego, którego zobaczę dopiero za jakieś cztery godziny!
Aż tyle? Umrzesz.
*głos z OFFu: Naaareeeeszcieeee….*
I jak ty teraz sobie biedna poradzisz? Przecież w ciągu tylu godzin może na ciebie czyhać tyyyyle niebezpieczeństw! Na przykład krwiożercza zmywarka do naczyń…

- Więc te wypadki, jakie wtedy miewałaś... No wiesz, na przykład z twoją głową... To nie było uderzenie młotkiem? - spytał powoli, lecz spokojnie.
Nawet jej własny ojciec podejrzewa ją o uszkodzenie mózgu, no ładnie.
A Ty byś jej nie podejrzewała?
No podejrzewam, ale ja jestem mądrzejsza niż Charlie!

- Przysięgam, komendancie Swan, że od tej pory będę wzorową obywatelką miasteczka Forks.
Pomijając fakt, że posuwa mnie wampir.
Wytykasz bohaterce nieistotny szczególik, wstydź się.
Wstydzę się, ale innych rzeczy XD

Nie miałam co się za bardzo ciskać. I tak zobaczę go za kilka godzin. Na samą myśl uśmiechnęłam się promiennie, obtaczając obrobione filety z ryby w barwnej posypce.
Co ty je, kurwa, w M'Msach obtaczałaś?
W kolorowej posypce do tortów.

Jak miałam się nie zgodzić, gdy całował mnie z taką pasją... miłością... całkowitym zatraceniem...
Zgubne skutki myślenia jajnikami, co?
Myślę, że jakiekolwiek „myślenie” czymkolwiek  w jej wypadku… no wiesz…
Wiem, jest cokolwiek problematyczne.

Zdążę się przez ten czas wykąpać i zacząć pisać wypracowanie na angielski o naturalistycznej koncepcji ludzkiej egzystencji.
A co z tym twoim wystąpieniem z CERNA bo nie spełnia twoich wymagań?!
Ty popatrz, kolejna Mary Sue z Noblem. Ale ich się namnożyło!
Spączkowały się.
Tyyyyy! A jak one są wiatropylne?!

Gorąca ryba paliła mi gardło, ale nic sobie z tego nie robiłam.
To się najpierw gryzie…
Ale ona musi oddychać jednocześnie. Dla Belli, królowej Marysuizmu, wykonywanie dwóch czynności naraz to problem, zlituj się…

To dziwne, ale od pół godziny nie myślałam o moim oddanym przyjacielu...
Rzeczywiście, aby być dobrą przyjaciółką musisz koniecznie myśleć o swoim najlepszym przyjacielu przynajmniej raz na dziesięć minut!
Ja nie mogę.
Iss, ostatnio nie myślałam o tobie przez całe trzy godziny. Myślę, że możesz oficjalnie nazwać mnie zdrajcą…
Od dziś będziesz miała wdzięczną ksywkę Judasz. Ciesz się, że nie wymagam abyś się wieszała!

Uśmiech jakim mnie obdarzył przyspieszył bicie mego serca, tak że na kilka sekund zupełnie zapomniałam jak się oddycha.
Jest więc nadzieja, że jak Edzio zdejmie koszulę, Bella po prostu się udusi…
Było. Zachwyciła się brokatem, nie udusiła się. A szkoda.
Odbierasz mi ostatnią nadzieję.

Nie wiedząc co odpowiedzieć, przysunęłam się bliżej ukochanego i przytuliłam się do jego atletycznej piersi. Jak na komendę zanurzył twarz w moich włosach i głęboko wciągnął w nozdrza mój zapach.
Zamruczał gardłowo, gdy przesunął lodowate wargi po mojej szyi.
Ekwilibrystyka przytulania.
Trudne słowa ty używać. Może prościej: kuźwa co za tandeta?
Ale mnie naprawdę fascynuje – to w ogóle fizycznie możliwe?

- I podziwiać, gdy rano wybudzisz się ze snu i nadstawiasz swoje słodkie usta do pocałunku - dokończył spoglądając mi w oczy.
I tym sposobem dowiadujemy się, że Mary Sue ZAWSZE mają świeży oddech.
Prawdę powiedziawszy, ja też zwykle mam rano świeży oddech. Nie wiem czemu.
*Iss patrzy oskarżycielsko*
Nie patrz tak na mnie! Nie jestem Mary Sueeee!

- Stop! - wysapał głośno Edward, odrywając się ode mnie.
A zza pleców wyciągnął skradziony z ulicy znak „Stop” i pokazał Belli. Wiedział, że do niej trzeba łopatologicznie.
Myślę, że pismo obrazkowe to wciąż zbyt trudna forma wypowiedzi.

- Jesteś człowiekiem! Do czasu twojej przemiany cię nie tknę! - zaoponował ostro podrywając się z łóżka.
Więc znów będzie mi mówić, że jestem za delikatna i zbyt ludzka by z nim być?
O, nie!
- Tak? A gdzie się podziało zdanie, że chcesz bym doświadczyła w życiu jak najwięcej i by nic, co w ludzkich wspomnieniach jest ważne, mnie nie ominęło? - spytałam również wstając.
Edward stanął pod oknem i przejechał dłonią po potarganych włosach, których stan był niechlubnie moją zasługą.
- Więc to dla ciebie jest takie ważne? - szepnął odpowiadając pytaniem.
Stanęłam o kilka kroków od niego. Byłam zupełnie wytrącona z równowagi.
- A dla ciebie nie? - wysapałam ledwo słyszalnie.
Co ona, na usługach Dumbledore’a? To mi zwyczajnie pachnie… becikowym XD
No tak – skumała się ze starym Dumblem, poznała korzyści i teraz będzie nas terroryzować małymi, brokacącymi się potworkami…
Było. Nazywało się „pokemony”.

Podeszłam do mojego ukochanego i otaczając rękami jego talię, przytuliłam się do niego od tyłu.
- Nie, to ja cię przepraszam. Nie powinnam była mówić tego wszystkiego. Zapomniałam ile cię będzie ta decyzja kosztować.
- Idź się wykąp. Gdy wrócisz, porozmawiamy spokojnie.
Tak, bo jak śmierdzisz, to siłą rzeczy rozmawiamy niespokojnie.
Pfffffuj.

Jednak przeklęte rumieńce zdradziły mnie i moje myśli. - Jeśli chcesz, mogę się przebrać w któryś z dresów - dodałam kierując się w stronę szafy.
- Nie, tak jest dobrze - szepnął czule, nagle znajdując się za mną.
Przyciągnął mnie do siebie ramieniem i pocałował w płatek ucha.
Odnoszę wrażenie, że jestem jakaś dziwna. Jak ja się spotykam z facetem, mamy do roboty inne rzeczy niż non stop słodzenie sobie, całowanie się w różne części ciała i w ogóle. Znaczy, to też robimy, ale nie tylko!
Kochanie, a czy faceci, z którymi się spotykasz, patrzą na Ciebie jak na obiad?
Tak? Zdarza mu się…?:D

Jeszcze raz odgarnął mi włosy z czoła i westchnął głęboko.
- Kochanie, zauważyłaś może, że kwadrans temu ZGODZIŁAŚ się przyjąć moje oświadczyny? - szepnął mi do ucha, uśmiechając się przebiegle.
Zatkało mnie... Zrobiłam to? Naprawdę?
- No proszę, ty jesteś zszokowana, a ja niewyobrażalnie szczęśliwy – zaśmiał się całując mnie w otwarte usta. - A może chcesz się wycofać?

Przepraszam. Myślałam, żę fanfiction to dopowiadanie tego, czego autor nie opowiedział, własna wersja wydarzeń, zmiana narracji… a nie przepisywanie Zmierzchu własnymi słowami!
Czepiasz się, to i tak jest lepsze od Meyer. Przynajmniej przecinki trzymające noże w zębach na mnie nie skaczą.
A co nie noże mają, tylko jatagany?

- Kochanie - zaczął Edward podnosząc się i sadzając mnie na swoich kolanach. – Ty już się zgodziłaś zostać moją żoną, a co do uroczystości, to jest to wyłącznie nasza prywatna sprawa
Moment. Znaczy, że jak powiem komuś „tak” to potem nie mogę przed ceremonią już zmienić zdania?
Uciekająca Panna Młoda ma w tym temacie wiele do powiedzenia!

- Chcę stać się wampirem, przez co ochronić twoją rodzinę przed Volturi i spędzić z tobą wieczność - odpowiedziałam wyuczonym przez siebie argumentem.
Bella sama siebie wyuczyła? Jedna małpa uczy drugą małpę, cuda, cuda… XD
W tym ficku już chyba nic mnie nie zaskoczy.

Nie wiem kiedy, ale łzy napłynęły mi do oczy, przesłaniając obraz Edwarda. Poczułam, jak jego chłodne ramiona oplatają moje plecy i przyciągają lekko do siebie. Słone krople pociekły na jego białą koszulę, a Edward tulił i głaskał mnie w swoich objęciach.
To wszystko dzieje się w czasie jednej rozmowy, jednego wieczoru. Czy ich życie zawsze jest takie tragiczne?
Tak. Brak mózgu BOLI.

- Kocham cię Edwardzie, kocham cię najbardziej na świecie, ty dałeś mi swoje przyrzeczenie, że zmienisz mnie w wampira, ja daję ci swoje, że zostanę twoją żoną i będę cię kochać przez całą wieczność.
<lol2>
<w panice zaczęła szukać papierowej torebki>

- Nie wiem, kochanie. Nie chcę cię narazić na niebezpieczeństwo. I nie jest prawdą, że cię nie chcę. Pragnę cię do granic mojej wytrzymałości.
- Naprawdę? - spytałam wysoce inteligentnie, na co Edward uśmiechnął się łobuzersko, a moje serce zadrgało nerwowo.
Przestaje mnie to śmieszyć swoim przerysowaniem, a nakazuje pytać: czy ałtorce do snu od wczesnego etapu życia płodowego czytano harlequiny? A jeśli nie, to skąd ona ma w głowie taką wizję szczęśliwego, jej zdaniem, związku?
Moje serce też drga nerwowo, kiedy to czytam. A nie, to tylko arytmia.

- Mimo, że jestem wampirem Bello, nadal jestem mężczyzną.
To ty tak uważasz, Edwardzie.
Mamy co do tego pewne wątpliwości, Eddy…

Byłam już na granicy snu i jawy, więc nie wiem czy prawdą było, że Edward szepnął mi do ucha - Dziękuję Bello, dzięki tobie ten dzień jest najpiękniejszym w moim istnieniu...
O.O I oni tak naprawdę ciągle…? Ja się nie dziwię, że jej się zachciewa owłosionego do przesady i owszem, ale jednak na pewno nie aż tak rhhhomantycznego wilkołaka!
Aż do wymiotu, słowo daję.
No gdzie te torebki papierowe?

2. "Ważny temat"

Zupełnie nie wiem co mnie wczoraj podkusiło.
Naprawdę, nie poznawałam osoby, jaką się stałam po powrocie z Włoch.
Doszłam do wniosku, że moje niezdecydowanie i brak pewności siebie zostały całkowicie i definitywnie odsunięte w przeszłość. Oczywiście, nadal byłam niezdarna i łatwo było mnie zawstydzić, ale już wspominając lata ubiegłe, zauważam aż nazbyt wyraźną różnicę. A wszystko dzięki Edwardowi...
Gdyby nie on, jego miłość i osobowość, nie stałabym się tak pewna siebie i uparta w swoich dążeniach.
W tym momencie realnie mam ochotę rzucić analizę w diabły i nie kończyć jej nawet.
Nie wiem, czemu.
Rzeczywiście, zagadka godna Sherlocka.

- To będzie niespodzianka.
- Uch, nienawidzę tego słowa! Powiedz mi lepiej co sobie uroiłeś w tym martwym mózgu!
*padła przytłoczona absolutnie intelektem tej dziewczyny* martwy mózg… nazwała go po imieniu, co z nią?!
Ostatnie szare komórki właśnie się zderzyły i jakimś cudem zaskoczyło!

Niestety, nie zdążyłam powiedzieć, co sądzę o jego genialnym pomyśle, bo w tym momencie pocałował mnie w otwarte usta.
- Hmm... - westchnął odrywając się ode mnie. - Dobry sposób, byś przestała mówić.
- Edward, gdy wróci mi czucie w palcach, tak ci przywalę...
Iss. Melduję oficjalnie, że Bella ałtorki przejawia realny intelekt, powtarzam: Bella ałtorki przejawia realny intelekt.
Znaczy to nie Bella, ale wyrób bellopodobny. Prawdziwa Bella nie przejawia ani odrobinki intelektu.
True.

- Stwierdziłam, że odrobina ruchu o poranku dobrze mi zrobi - ponownie zaśmiała się widząc, że zerkam na jej czarne szpilki na siedmiocentymetrowym obcasie, które skrywały się pod nogawkami ciemnoniebieskich dżinsów. - Bello, nawet nie wiesz, jaka jestem szczęśliwa wiedząc, że teraz naprawdę staniemy się siostrami. I o nic się nie martw. Ślub nie będzie na dwieście osób, tylko...
Moja droga, przez ślub nie będziecie siostrami, tylko szwagierkami. Ale ja wiem, że Cullenowie to rodzaj sekty, to może i siostrą zostaniesz…
Zakon sióstr cullenistek.
Niee, fanklub wampirów, ostatnio mieli zlot w pobliskim centrum handlowym.

- Kochanie, sama widzisz, że moja niespodzianka to coś dobrego. Uwierz mi, przecież wiesz, że chcemy dla ciebie jak najlepiej.
- Wiem, i to mnie martwi - dodałam z rezygnacją.
Martwi cię, że chcą dla ciebie jak najlepiej? *pyta Lux z rezygnacją*
Gdyby wampiry chciały dla mnie jak najlepiej – ja bym była poważnie zaniepokojona!

Sama nie wiem, jakim cudem dotrwałam do końca zajęć, jakie mieliśmy przed lunchem.
Za każdym razem, gdy spoglądałam na Edwarda, na jego ustach pojawiał się uśmiech, od którego każda zdrowa na umyśle dziewczyna padłaby na kolana.
Widać ja twardo stąpałam po ziemi...
Niewątpliwie. 
To trupy mózgojadków obciążały ci głowę i zwiększały wagę, więc twardo stąpałaś…

Oczywiście, odkąd Edward powrócił do Forks, ponownie stał się obiektem westchnień moich szkolnych koleżanek, pracownic szkoły, a nawet niektórych osobników płci męskiej. Wierzcie mi, o takie rzeczy nie muszę pytać Edwarda - to widać...
Yaoi! Przemyt yaoi! *wydziera się*

Właśnie dlatego wątpię w to, ze Edzio jest facetem. A nawet, jeśli nim jest – ani chybi gej.
Sugerujesz, że Bella to facet? Gubię się w tej „Sparkling and Beautiful”.

Ba, nawet bym się nie domyśliła, gdyby w chwilę później nie powiedział zbolałym głosem: - Bells, czy ty naprawdę kochasz mnie, tak jak mówisz?
Uwierzcie mi, tak zszokowanej jak ja dziewczyny, dawno nie widzieliście.
Zszokowane jesteśmy, zapewniamy cię, moja droga, znacznie bardziej. Za to na pewno nie widziałyśmy takiej jak ty…
E tam, widywałyśmy gorsze przypadki.

W jednej chwili wróciła mi świadomość.
Świadomość tego, że go stracę, zupełnie tak jak we wrześniu...
Zacisnęłam dłonie na jego policzkach i z całą siłą jaką miałam, przyciągnęłam go do siebie.
Mając jego topazowe oczy na wprost swoich, wypowiedziałam słowa, których sens od zawsze istniał w moim umyśle i skierowany był do osoby, którą moje serce pokochało półtora roku temu.
- Kocham cię najbardziej na świecie, miłością, której jak widać nie potrafisz zrozumieć i w którą wątpisz. - Załkałam, bo właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że po zziębniętych policzkach spływają mi słone łzy. - A mówiąc otwarcie, tak, zmusiłeś mnie do ślubu, bo dla ciebie był to dowód miłości z mojej strony. Przyznaję, nie przystałam na to z ochotą i zaangażowaniem, ale to wynikało z tremy jaką zazwyczaj mam będąc w centrum uwagi i powinieneś to wiedzieć...
Przyciągnęłam jego usta do swoich, a w sekundę później już chwytałam za klamkę, z nadzieją ucieczki z samochodu Edwarda i zamiarem poproszenia kogoś ze znajomych, by zawiózł mnie do domu. Nie miałam ochoty zostawać w szkole. Najmniejszej.
Wszystko dzieje się następnego dnia po rozmowie o ślubie. Nie wymaga to większego komentarza.
Ten fragment komentuje się sam.

Widocznie zdał sobie sprawę z własnej słabości, bo w jednej sekundzie znalazł się na swojej części siedzenia kierowcy. Trzymał mnie na wyciągnięcie rąk i starannie badał moje oczy.
Mam nadzieję, że wziernikiem ginekologicznym.
Bądź szpikulcem do lodu.

- Kocham cię. Dwa najprostsze słowa na świecie, jednak sprawiające czasem ból, cierpienie i powodują rozczarowanie. Ja nigdy nie zaznałem tego od ciebie, jednak wiem, że te trzy rzeczy otrzymywałaś ode mnie w nadmiarze.
Nadal ten sam dzień, ta sama rozmowa. Gdybym ja wycierała sobie gębę tak często wielkimi słowami, ludzie niechybnie w końcu zaczęliby mnie traktować jak Ani Mru Mru i bić brawo, ilekroć się zjawię w pobliżu.

Mokre ubranie odcinało się na każdym skrawku skóry i... staniku.
Cieszyłam się, że miałam na sobie grube dżinsy, ale równocześnie przeklinałam w duchu, że w stołówce ściągnęłam bluzę. Teraz siedziałam w samej koszulce, przez którą idealnie widać było koronkę mojego stanika.
No i co? I tak nie masz cycków, a sam stanik nikogo nie podnieca. Nie masz cycków! Ani Wacka.
Okropne. Widać trochę koronki! Zgroza!

- Nie zrób niczego głupiego. Masz cały dom do dyspozycji.
- Och, tak, wiesz muszę kończyć. Właśnie przyszli goście na imprezę. Przynieśli beczkę piwa.
- Bello...
- Tato, daj spokój. Jedź ostrożnie i nie kłopocz się mną. Pa.
Dopiero, gdy odłożyłam słuchawkę dotarło do mnie to, co ojciec chciał mi przekazać mówiąc „ufam ci”. Wbiłam wzrok w sufit, a moje wargi wykrzywiły się w uśmiechu.
Może jednak spełnię dzisiaj swoje marzenie w nieco dogodniejszych warunkach...
Kurde mol, ojciec ci ufa, to masz okazję się rżnąć? Co to za tok myślenia?
To jest tok myślenia jajnikami. Nie ma nic wspólnego z mózgiem.

Wsadziłam tylko 2 rozdziały, żeby nie robić zamieszania z resztą...
Licze na przychylność Wink
Ależ oczywiście, moja droga, oczywiście… *Lux zaciera ręce*
Czekaj, czekaj. To sugestia, że będzie więcej materiału do analizy?! <łapki Iss zaczęły się trząść, kiedy ta w panice szukała kolejnego opakowania środków uspokajających>