Po długim okresie nieobecności wraca straszliwy Złowieszczy Duet Lux i Iss.
Blogasek sam wpadł nam w ręce, kiedy jak przystało na obłąkańcze fanki talentu szukałyśmy Archangel. Oto panna Kaleid i jej pamiętnik…
Rozważałyśmy z Iss danie w analizie samych cytatów – gdyż jak zobaczycie, tekst broni się sam, żadne komentarze mu niepotrzebne…
Powiemy szczerze, że kiedy zobaczyłyśmy ile szczerości tkwi w słowach autorki, miałyśmy ochotę nie analizować blogaska z uwagi na delikatną psychikę ałtorki i z pewnością ego wrażliwe na ciosy w kierunku Depeche Mode.
Ale potem ujrzałyśmy komentarze pod pierwszym postem i zmieniłyśmy zdanie.
Indżoj!
Oto blogasek:
Młodą pojebało. Chociaż... pojebało to zbyt lekkie słowo, biorąc pod uwagę to, czego dotyczy... Zastrzelenie płodu? Próby samobójcze? Jakieś udziwnienia z psychotropami? Nosz kurwa. Boję się co dalej - w jej życiu jest zbyt wiele podobnych momentów co w moim... Mam tylko nadzieję, że nie skończy się tak samo źle.
Ja też tak pisałam. Ale jak miałam trzynaście lat, wiesz, Iss?
Ty się rozwinęłaś. Ałtorka się zwinęła.
Nie mam do niej pretensji o Gahana. Widzę, co jest między nimi. Niesamowite - na ich przykladzie mogę pokazać światu, że moja wiara w miłosć nie jest bezpodstawna. Popieram ich związek. Oby byli szczęśliwi.
A bez twojego poparcia ich związek by się rozpadł? Wielka jest moc Marysi…
Szanuj Marysię Zuzannę swoją…
Dzisiejszy dzień był dziwny. Współczuję Martinowi... Wylałam na niego kubek gorącej kawy i jeszcze mu się za to ode mnie oberwało. Może to wina tego, że mam okres... W prawdzie końcówkę, no ale... Zawsze to jakies usprawiedliwienie, prawda?
Prawda. A psycholog kiedy?
Na psychologa jest tu już za późno – psychiatra chyba też już nie pomoże. Właśnie ze względu na takie przypadki jestem zwolenniczką eutanazji.
Swoją drogą. Nie tylko Młodą pojebało (nie usłyszałam jeszcze od niej ani jednej odpyskówki, mimo, że darłam się na nią pół dnia), ale pojebało też pół świata. Konrado mnie rzucił dla młodszej- a niech spierdala, znajomi olali "bo myśleli, że nie będzie mi się chciało z nimi wyjść",
A se morena morena morena I give you my love *zanuciła Lux na widok egzotycznego Konrado*
Iss, zauważyłaś, że omijam psychologiczny aspekt radzenia sobie z porzuceniem przez ałtorkę?
To tu jest jakiś psychologiczny aspekt? Chryste, w obliczu przytłaczającego bezmóżdża bohaterko-ałtorki zupełnie go przegapiłam.
a rodzice się do mnie nie odzywają za to, że spaliłam świadectwo szkolne, bo miało czerwony pasek... Gdzie tu sens, gdzie logika?
O Boże! Takiej Mary Sue jeszcze nie było! Zadaje sobie właściwe pytania! Oto pierwsza w historii Mary Sue intelektualistka!
Jeszcze tylko Nobel i praca w CERNie. Chyba, że to Marysia Chómanistka.
Fakt - z tym ostatnim przesadziłam... Mogłam go tylko wyjebać, ale musiałam odreagować.
?
Świadectwo szkolne to "ono", a nie "on", droga ałtorko.
Ona chyba mówi o Konrado, Iss. Tak czy siak „ono”.
No i dziwić się tutaj, że zwiałam z chaty do Łodzi, jak dowiedziałam się, co Olka zrobiła.
Olka to ta, o której wspominasz w pierwszym akapicie?
Ta, co zastrzeliła płód.
Aha.
Jakoś dam radę. Może sie przepiszę tutaj do szkoły, żeby mieć na nią oko? Zobaczymy.
Tak na marginesie... Potrzebuję czekolady. Idę do sklepu.
Mówiłam, że intelektualistka. Ona przejmuje sygnał mózgu, że ten pragnie miazgi kakaowej i oksytocyny, a ta wie, że w domu czekolady nie ma, to idzie do sklepu… jestem porażona. Może damy jej medal?
Możemy jej dać i dwa medale, ale obiecaj mi, że tuż po tym ją spacyfikujemy. Na amen.
(dzisiejszy odcinek analizy sponsoruje firma Kałasznikow – Rozwiążemy Wszystkie Twoje Problemy!)
Mówiłam już że wszystkich pojebało, a mnie w szczególności... Przeraża mnie to, że zostałam utwierdzona w tym przekonaniu. Ale ad rem.
Ta znajomość łaciny… Moja diagnoza coraz trafniejsza.
Zgadzam się ze stwierdzeniem zawartym w pierwszym zdaniu. Tą panią pojebało szczególnie – to już nawet nie jest Syndrom Niedorżnięcia.
Serce biło mi jak oszalałe. Nieco zamroczona alkoholem, szłam z panem Gorem w bliżej nieokreślonym kierunku, nucąc jakąś melodię (możliwe, że to było I Want You Now, ale głowy nie dam). Czułam się dobrze, lecz na obrzeżach świadomości czaił się strach, że wyczerpuję powoli swój limit szczęścia. Przede mną majaczyła droga. Za mną facet, którego podziwiam od lat, zaciągał się radośnie papierosem. Czerwone światło na pasach - phi, żadna przeszkoda.
No jasne, w końcu to Tru Lower!:D
*Może ona wpadnie pod samochód, skoro te czerwone światła jej nie straszne…?*
Złudne nadzieje. Tró Low na horyzoncie!
Wkroczyłam pewnym krokiem na jezdnie, nie oglądając się na boki. Uslyszawszy pisk opon, obróciłam głowę i dopiero wtedy zauważyłam wielkiego TIR'a, który bez skutku próbował się zatrzymać. W ułamku sekundy poczułam, że ktoś popycha mnie, a potem ciągnie za sobą na ziemię. Uderzyłam głową o coś twardego i na chwilę mnie zamroczyło.
<patrzy na Lux> Prorok, czy co?
XD
Nie czułam jednak bólu. Wstałam, otrzepałam się z kurzu i oparłam o stojącą nieopodal barierkę przystanku tramwajowego. Powoli docierało do mnie, co się stało i jak wszystko mogło się skończyć gdyby nie Martin, który właśnie podnosił się z torów.
Ej, Iss, właśnie do mnie dotarło, że aktoreczka nie robi ortów. Kurde… dziwna jakaś.
Yntelektualistka.
Mężczyzna, który chwilę temu uratował mi życie, wyglądał na mocno zdenerwowanego. Wyciągnął do mnie trzęsące się ręce i przytulił do siebie, jakby chciał mnie przed wszystkim ochronić.
Nie wiem, czemu, ale w tym momencie doznałam skojarzeń z Susem… Sierżant pewnie na jej miejscu modliłaby się, by był to Bela B.
A tu Martin Gore… XD
Pozdrowienia dla SUS!
W przypływie wdzięczności zarzuciłam mu ręce na szyję, wyszeptałam do ucha "dziękuję" i delikatnie musnęłam jego usta własnymi. Nie pozwolił mi na tym poprzestać. Zaczął mnie całować, jakby od tego zależało nasze życie, jakby świat istniał tylko dzięki temu.
Chciałam powiedzieć, że ich zachowanie jest całkowicie normalne. Eksperyment z mostami to tłumaczy: jak człowiek przeżyje intensywne emocje, wszyscy dookoła są dla niego atrakcyjniejsi. http://supermozg.gazeta.pl/supermozg/1,93139,7058683,Dyskusje_rozumu_z_emocjami.html
Nie chcę nigdy mieć wypadku. Bo jak się rzucę zaraz potem na jakiegoś Quasimodo…:D
Bo myślę, że jednak Quasimodo jest jednak prawdopodobniejszy niż Martin Gore.
Ja pierdolę… Moje poczucie realizmu w literaturze właśnie poszło na wódkę i zastanawiam się, czy żeby dokończyć tą analizę nie powinnam do niego dołączyć…
Nagle jęknął cicho i przyciągnął mnie mocno do siebie. Poczułam jak wsuwa dłonie pod moją koszulkę. Nie protestowałam, więc ten oderwał się ode mnie, jakby dostał tylko sobie znany sygnał i pociągnął mnie za sobą. Ani na chwilę nie tracił ze mną kontaktu. To trzymał za rękę, to obejmował... Nie zwracałam uwagi na to gdzie mnie prowadzi, aż moim oczom ukazał się potężny, hotelowy budynek
Czekaj. To wy nie mieszkacie razem? W ogóle: on jest Martinem Gore, zbędnych ty nastolatką, piszesz o nim od początku, ale teraz opisujesz rozkwit związku, tak?
Iss? Ratuj?
Gorący seks w hotelowym łóżku. Mrrrrau.
Taaa, mnie też to podnieca. Jak ogolone nogi u faceta.
Bez zbędnych formalności przedostaliśmy się przez recepcję do wind. Już tam widziałam płomień w jego oczach. Na korytarz wypadliśmy w mocnym uścisku, poznając każdy detal naszych twarzy.
Znaczy, każdy pryszcz i wągier takowoż?
I te płonące gałki oczne.
Ubrania stały się zbędne. Krępowały nas. Zręcznie pozbył się ze mnie wszystkiego, co nie było moją nagą skórą.
Brud też z ciebie zlizał? :D
Jestem pewna, że na to znajdzie się jakieś zboczenie o mądrej nazwie.
Nigdy wcześniej nie byłam tak świadoma ciała partnera.
Przepraszam, ale muszę – to czułaś jak w jego jelitach non stop formuje się kał?:D
Wiesz, Lux… ja myślę, że pójście na wódkę w tym momencie nie jest głupim pomysłem.
Momentami miałam wrażenie, że dotyka mojej duszy. Widziałam, jaką przyjemność sprawiały mu moje pocałunki. Subtelne ruchy każdą sekundę barwiły innym odcieniem pożądania. Spojrzenia, jakimi mnie obdarzał, kiedy udało mu się wydobyć z mojego gardła jęk rozkoszy, sypały iskry, które podsycały we mnie płomień.
Kurde mol, robi się połetycko.
Zapachniało Mickiewiczem, który wielkim połetom był.
Otwarłam oczy. Chwilę obserwowałam drobinki kurzu, tańczące w świetle słońca sączącego się przez okienne rolety. Podniosłam się powoli i rozejrzałam po pokoju, albo raczej po apartamencie hotelowym.
Eeee, to kiepsko cię rżnął. Powinnaś nie być w stanie chodzić XD
No przecież jeszcze leży!
Podniosłam się z łóżka i zaczęłam się wlec do łazienki, żeby doprowadzić się choć trochę do porządku. Musiałam jak najszybciej dotrzeć do szpitala i pogadać z Małą. Zimna woda mnie obudziła. Wróciłam do pokoju i znalazłam butelkę mineralnej. Rzuciłam się na nią, całkowicie wypijając jej zawartość.
- No tak - mruknęłam - teraz mnie suszy... Było tyle pić? Debilka.
No rzeczywiście, to strasznie debilne, że z samego rana chce ci się pić, by nerki mogły prawidłowo pracować. Debilne w cholerę.
Wymagasz od ałtorki wiedzy biologicznej, którą powinna posiąść w liceum. Naiwnaś!
Po drodze rześkie powietrze dokończyło proces budzenia, rozpoczęty przez wodę z prysznica. Myśli pędziły mi jak oszalałe, ale nawet nie próbowałam ich poukładać. Wiedziałam, że to nie możliwe.
Dobrze, że ona używa określenia prysznic, a nie jak Bella Cullen, ablucje.
Bella jest królową Maryś Zuzann.
Dwa ostatnie tygodnie - prawdziwa jazda bez trzymanki... a zaczęło się tak niewinnie...
Młoda poprosiła mnie, żebym przewiozła jej rzeczy do domu sama, bo chce wrócić z Gahaniastym piechotą, więc pozbierałam tobołki, wrzuciłam do swojej czarnej hondy civic i zasiadłam za kierownicą. Jakoś przedarłam się przez miasto i zaparkowałam za samochodem Dave'a.
Gdzie ona jest, do cholery? Gdzie to się toczy, w Nibylandii?
Dave Gahan… Dobrze kojarzę z Depeche Mode? Kurwa, wiedziałam, że to fanfick.
Po pewnym czasie (czyli po przejrzeniu kilku demotów)
Ale jeśli chcę ustalić geografię opka muszę przyznać – demoty można przeglądać nawet z Bangladeszu.
Niespodziewanie znalazłam się oko w oko z "intruzem" o nazwisku Gore.
To gdzie on, do cholery, mieszkał?
Wikipedia podpowiada Waszyngton, o ile to TEN Gore. Ale wiesz, pod nazwą "gore" kryje się też horror z dużą ilością koniecznie sztucznej krwi i latających członków. Jakoś bardziej mi to odpowiada…
- Dziękuję - w końcu jakoś się przemogłam i podniosłam głowę. Uśmiechnęłam się do niego. - ale nigdy nie porównałabym swojego śpiewu do waszego, albo swoich tekstów do twoich. Nie śmiem konkurować z najlepszymi. - puściłam do niego oczko.
- Piszesz teksty? - wyglądał na szczerze zainteresowanego - Będę miał przyjemność kiedyś je poznać? - niepewnie zrobił krok w moją stronę.
- Piszesz teksty? - wyglądał na szczerze zainteresowanego - Będę miał przyjemność kiedyś je poznać? - niepewnie zrobił krok w moją stronę.
Zaczynam tworzyć w głowie syndrom Marysi, gdzie jednym z kluczowych objawów jest bycie docenianym przez Tru Lowera. Archangel też to miała.
Nowa jednostka chorobowa. Zróbmy badania, zobaczysz, dostaniemy Nobla.
- Może kawy? - zapytałam w końcu cicho. Podeszłam do niego, aby dostać się do drzwi, musiałam go jakoś wyminąć, bo tarasował przejście. Nagle poczułam, jak jego ręka oplata się wokół mojej talii
- Może później - powiedział cicho, spoglądając w moje oczy.
(zmiana narracji)
Jest kobieca, dojrzała. Te długie, niespotykanego koloru (jakby czarnego złota) włosy, spływające jej na plecy i ramiona. Te oczy, których spojrzenie jest jak roentgen. Te delikatne dłonie i biała, jedwabista skóra... Teraz, kiedy tak się rumieni wygląda jeszcze seksowniej niż normalnie. Chciałbym, żeby ta koszula nie zasłaniała mi widoku jej ciała...
- Może kawy? - taki niepewny, srebrzysty głos, jakby sama nie wiedziała co zrobić. Tak słodko kołysze biodrami, kiedy zmierza w moją stronę... Nie mogę się powstrzymać... Już mam ją w swoich ramionach, patrzę w jej oczy. Jest moja.
- Może później - tak powiedziałem. Może później. Teraz ważna jest tylko Ona i błękit jej oczu. Są takie piękne. Ona jest piękna. Czyżbym...
- Może później - powiedział cicho, spoglądając w moje oczy.
(zmiana narracji)
Jest kobieca, dojrzała. Te długie, niespotykanego koloru (jakby czarnego złota) włosy, spływające jej na plecy i ramiona. Te oczy, których spojrzenie jest jak roentgen. Te delikatne dłonie i biała, jedwabista skóra... Teraz, kiedy tak się rumieni wygląda jeszcze seksowniej niż normalnie. Chciałbym, żeby ta koszula nie zasłaniała mi widoku jej ciała...
- Może kawy? - taki niepewny, srebrzysty głos, jakby sama nie wiedziała co zrobić. Tak słodko kołysze biodrami, kiedy zmierza w moją stronę... Nie mogę się powstrzymać... Już mam ją w swoich ramionach, patrzę w jej oczy. Jest moja.
- Może później - tak powiedziałem. Może później. Teraz ważna jest tylko Ona i błękit jej oczu. Są takie piękne. Ona jest piękna. Czyżbym...
Ja i te moje rozkminy… Ale żeby aż zmieniać narrację…?
Tego właśnie chciałam. Potrzebowałam go i czułam, że jestem jemu potrzebna. Łóżko za nami kusiło. Spojrzał w jego stronę i powiedział
- Najwyraźniej tak ma być - jednym ruchem pozbawił mnie mojej koszuli i pchnął na łóżko.
- Najwyraźniej tak ma być - jednym ruchem pozbawił mnie mojej koszuli i pchnął na łóżko.
Najwyraźniej tak ma być!? Dziecko, to nie Przeznaczenie, to chcica!:D
Zaprawdę powiadam wam: nie ma nic gorszego niż niedorżnięta, fantazjująca o seksie z idolem ałtorka…
Tak oto mijały wesoło dwa tygodnie. W przerwach między mizdrzeniem się z Martinem, piciem razem w czwórkę i rożnego rodzaju innymi zajęciami i "zawodami" chałupniczymi, studiowałam warunki przeniesienia się ze szkoły do szkoły.
To ty jesteś w szkole, ale prowadzisz hondę civic? Stany, ni chuja. Tam prawko od szesnastki, tak? W ogóle jaka ładna nazwa: mizdrzenie… XD
Coraz bardziej przywiązywałam się do Martina, spaliśmy razem, dużo rozmawialiśmy. Kiedy przeczytał moje teksty, był nimi zachwycony. Nawet Dave wyraził swoją aprobatę, krótkim "Kurwa, nieźle zdolna jest..."
Żeby Dave Gahan strzelał buractwem a la Diane Lestrange to nie pojmuję.
Ale dotarło do mnie własnie, że te laski to groupies XD
No i muszę zapamiętać. Nie wykorzystywać mojej białej koszuli przy Martinie, bo chyba jest dla niego jakiegoś rodzaju afrodyzjakiem... O_o'
Tak, my też się dziwimy.
Oj tak.
Dziesiąta rano- czyli środek nocy.
Straciłam rozeznanie. To dziecko jest na studiach, pracuje w burdelu, czy ma kompletnie przestawiony zegar okołodobowy?
To jest fanfick, gdzie nastoletnia groupie prowadzi samochód, chodzi do szkoły i pieprzy się ze znanym muzykiem, A TY JESZCZE WYMAGASZ REALIZMU?!
Fakt.
Chyba, przez tę jedną noc, zdążyłam się uzależnić od stosunku w stylu "fetish". Nawet nie przypuszczałam, że Martin ma tak pokaźną kolekcję gadżetów...
Wiesz, w samotnych trasach koncertowych… sami faceci…
Tu się wetknie, tam się wepchnie…
Wspominany wyżej samiec właśnie usiłował mnie pocałować - potrzeba kontaktu fizycznego dochodzi w nim do głosu o wiele szybciej, niż jakakolwiek inna.
Ja chciałam tylko powiedzieć, że popęd seksualny jest jedyną potrzebą fizjologiczną, której niezaspokojenie nie zabija.
Ale on jest depeszowcem, z nim może być inaczej XD
- Na razie dość - zamruczałam mu do ucha, po dłuższej wymianie śliny - idę zobaczyć, czy gołąbeczki już się obudziły. - Martin tylko smutno na mnie popatrzył i zamiauczał coś o spaniu.
Co ta, AIDS się chce zarazić przez picie śliny, ze całowanie nazywa wymianą śliny?
Poza tym ten facet to prawdziwy zwierzak, MIAAAU!:D
Może to jakiś nowy fetysz.
Co, AIDS, czy miauczenie?
W końcu znalazłam miękki futerał i wyciągnęłam swój czarny Sony Cyber-Shot DSC-W380.
Nowy rodzaj lansu… A już myślałam, że to przeszło.
Fascynuje mnie mania podawania pełnych nazw gadżetów.
Wykadrowałam zdjęcie i nacisnęłam przycisk.
- Kurwa - pomyślałam. Oczywiście zapomniałam wyłączyć lampę. Młoda się poruszyła i otwarła oczy.
- Madzia? - nieprzytomnie na mnie spojrzała i zepchnęła z siebie Dave'a
- Nie, kurna, Alan Wilder. - odparłam pokazując jej język. Na dźwięk tego nazwiska Dave'a poderwało.
- Wilder? Gdzie? Jak? - zaczął się rozglądać, po czym opadł na poduszki. - A, to Ty Kala.
- Kurwa - pomyślałam. Oczywiście zapomniałam wyłączyć lampę. Młoda się poruszyła i otwarła oczy.
- Madzia? - nieprzytomnie na mnie spojrzała i zepchnęła z siebie Dave'a
- Nie, kurna, Alan Wilder. - odparłam pokazując jej język. Na dźwięk tego nazwiska Dave'a poderwało.
- Wilder? Gdzie? Jak? - zaczął się rozglądać, po czym opadł na poduszki. - A, to Ty Kala.
Po pierwsze – kultura pełną gębą. Nagle zrozumiałam, czemu U. przeszkadzało jak przeklinałam. Po drugie – wiemy, że Kaleid to Madzia. Możem znaleźć ją na naszej klasie jak Archangel XD. Trzy – czy one obydwie nie są teraz przypadkiem w maturalnej?
Przerażasz mnie, kochana. Ja wiem, że edukacja jest na niskim poziomie, ale nie wiedziałam, że aż tak…
Cały dzień snułam się jak naćpana. Takiego haju bez prochów, to chyba nawet Witkacy nie miał.
Widzę tu śladowe szczątki edukacji. Zupełnie jak u Archangel. Może to jedna klasa, albo nawet szkoła taka? Ej! To wiele tłumaczy! Szkoła AŁTORECZEK!
Czekaj, wezmę kołkownicę, miotacz płomieni i możemy iść na wizytację.
Tam dopadłam pudełeczko żyletek. Wyciągnęłam jedną z nich i zaczęłam rozcinać sobie żyły na nadgarstku, jedna po drugiej, usiłując trafić w tętnice.
- Długo jeszcze? - pukanie i zaspany głos Martina. Oby nie wszedł.
- Długo jeszcze? - pukanie i zaspany głos Martina. Oby nie wszedł.
Jak zapukał, to już chyba wszedł, tak?:D
- Nie, nie - odparłam i zaczęłam robić głębsze i dłuższe cięcia. W końcu się udało. Trafiłam w tętnicę. Krew zaczęła wyciekać z rany w zastraszającym tempie. Upadłam na podłogę, mając nadzieję, że niedługo już zobaczę Małą. Zdążyłam jeszcze zauważyć, jak drzwi otwierają się z hukiem. Poczułam, że silne ramiona podnoszą mnie i ukrywają w objęciach. Zobaczyłam oczy Martina, w których szkliły się łzy.
- Mała - z trudem zdołałam wykrztusić jedno słowo, zmusiłam się jednak do drugiego. Musiał zrozumieć - pociąg... - zamrugałam, złapałam oddech i nastała ciemność.
A już myślałam, że Marysia ograniczy się do bycia intelektualną grupie Martina Gore. Nie, ona też musi mieć talenta nadprzyrodzone i skłonność do samookaleczeń.
Może się zabije z sukcesem, hihi?:D W końcu taka zdolna… XD
Co z tego, że ona krwawi! Co z tego, że trzeba powstrzymać krwotok! Ważniejsze, żeby Mary Sue została objęta przez Tru Lowera!
Coś ciągnęło mnie do góry. Powoli odzyskiwałam zmysły. Stuk... Stuk... Stuk... Jakby tupanie obcasami po posadzce. Trzask - drzwi? Cisza i czerwień na powiekach. Biel. Czerwień. Starałam się je unieść i coś zobaczyć przez oślepiające światło lampy.
Ta cisza i czerwień na powiekach coś Witkacym zalatuje XD
Też bym bohaterko-ałtoreczkę trochę pociągnęła do góry. Najchętniej za włosy…
W miarę słuchania robiłam coraz bardziej przerażoną minę. Ja? Psychotropy? Prawie udana próba samobójcza?
No i tajemnica wyjaśniona. Ta część mózgu, która u Ałtoreczek popełnia błędy ortograficzne i składniowe działa dobrze… ale za to pamięć kompletnie siada XD
Coś za coś.
Nawet pamięcią nie chciałam wracać do tamtych dni, kiedy depresja sprawiała, że psychotropy i ostre przedmioty były dla mnie codziennością...
No przepraszam, ale jak psychotropy miały być niecodziennością? Przecież to się bierze codziennie albo nawet trzy razy dziennie? A te ostre przedmioty to co, połykałaś, żeby pokaleczyć odbyt? To byłby chyba szczyt autoagresji XD
-Są już wyniki dalszych badań - uśmiechnął się do mnie, ściskając mi dłoń. - Gratuluję. Jest pani w ciąży. - Zamarłam.
Przyznaję, że ja też bym zamarła. Niby ojciec Martin Gore, ale matka groupie…
Podejrzewam, że płód też zamarł, kiedy dotarła do niego groza sytuacji.
Lekarz, jakby nie widząc mojej miny kontynuował - Płód ma trzy tygodnie, nic mu nie zaszkodziło w trakcie tego... - tu się zawahał szukając odpowiedniego słowa - ... wypadku. Myślę, że urodzi pani zdrowe i silne dziecko.
I tu widać wiek ałtoreczki. To ty nie wiesz, dziecko, że w przypadku prawdziwej ciąży nikt nie wie jak się będzie rozwijał płód i po to właśnie są te wszystkie USG i badania?
Ja w tym wieku już to wiedziałam, Ty z resztą też. Co z nią jest nie teges?
Mart nosił mi różne dobre rzeczy - od gyrosa z frytkami, przez pierogi i pizze po bigos.
Jak najzdrowsza dieta dla przyszłej mamy:D Dużo warzyw, owoców, mięso robione na parze… XD
Rypnęła się Twoja teoria lokalizacji geograficznej. Bigos w Stanach?
Jasne, że tak! A przecież ile Polaków tam mieszka? :D
Stał się bardzo opiekuńczy, ciągle pytał jak się czuję, czy czegoś mi nie trzeba. Byliśmy ze sobą coraz bliżej - i nie chodzi tu o fizyczne zbliżenia. Coraz bardziej tęskniłam, kiedy wychodził do domu. Czekałam z niecierpliwością, aby znów go zobaczyć.
Powiem szczerze, że jeśli widywali się codziennie, a ona mimo to tęskniła… to wygląda mi to na obsesję, a nie na miłość.
- Bo ja... Pragnę Cię... Jak powietrza kiedy nie mogę oddychać. Jak wody, kiedy jestem spragniony, jak światła - kiedy ogarnia mnie mrok. Jak miłości, kiedy sam kocham... Bo wiesz? Kocham Cię. - patrzył mi prosto w oczy. Widziałam w nich płomień, namiętność, uwielbienie. Widziałam w nich to, co zawsze pragnęłam zobaczyć w oczach mężczyzny.
Mówiłam – te samotne dni na trasie koncertowej… pedalą się chłopaki, oj pedalą XD
No i znowu te płonące gałki oczne…
Wymęczone i nagle z niewiadomych względów będące przeciwko „Free love” za to popierające namiętnie zasadę „Enjoy the Silence”, czyli ZAMKNIJ SIĘ JUŻ AŁTORECZKO… powalone Lux i Iss idą na wódkę. A co.
Zdrówko!
OdpowiedzUsuńTak, Sierżant niewątpliwie modliłaby się o Belę. Zaraz, wróć! Nie musiałaby się modlić, Bela już by tam był!
Aha, czy ktoś może mi wytłumaczyć, dlaczego właściwie bohaterka opka się pocięła? Bo jakieś to takie... wyrwane z kontekstu.
Pozdrawiam
Kura
No ona się pocięła, bo miała wizję tego, jak jej siostra zdycha.
OdpowiedzUsuńFaktycznie tak to sklejałam, że nie widać powodu pocięcia.
Dzięki:D